Przegląd nowości

Narodowe Forum Muzyki na Dni Muzyki Ukraińskiej

Opublikowano: czwartek, 14, wrzesień 2023 17:21

Wrocławscy artyści wypełnili dwa z trzech koncertów tegorocznych 9. Dni Muzyki Ukraińskiej w Warszawie. W radiowym Studiu im. Witolda Lutosławskiego, znanym z doskonałej akustyki wystąpił Wrocław Baroque Ensamble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka, który zaśpiewał dwie najznakomitsze kompozycje sakralne Mykoły Dyleckiego, Liturgię żałobną na chór 8-głosowy oraz Kanon Zmartwychwstania także na chór 8-głosowy. Trzeba przyznać, że jak na koncert „chóralny” była to najtrudniejsza wersja wykonawcza, bowiem śpiewało dokładnie 8 artystów.

 

proMODERN 2

 

Zestrojenie takiego niewielkiego zespołu wymaga mistrzowskiego opanowania materiału i precyzyjnej intonacji i emisji wszystkich śpiewaków. Tak mocno ograniczony skład chóru niósł jednak określone konsekwencje brzmieniowe. Wrocław Baroque Ensamble wykonał obie kompozycje w manierze barokowej muzyki zachodniej, w sposób sterylnie czysty, ale także pozbawiony naturalnych emocji, które pojawiają się w utworach cerkiewnych późniejszego okresu, np. u Dymitra Bortniańskiego. Śpiewacy przy tym nie wykraczali poza mezzavoce, nie demonstrowali dobrze osadzonych głosów, w tym charakterystycznych dla cerkwi prawosławnej basów. Można oczywiście założyć, że w liturgii prawosławnej emocje w śpiewie stały się dopiero XVIII i XIX-wiecznym nabytkiem, ale jednak sama struktura melodyczno-harmoniczna tych utworów skłania do innych wniosków. Obie kompozycje Mykoły Dyleckiego zwracały uwagę swą wyrafinowaną konstrukcją, responsoryjnym charakterem narracji muzycznej, gdzie pojawiały się 3-głosowe ansamble, którym odpowiadał pełen 8-głosowy skład zespołu. W Kanonie Zmartwychwstania można było podziwiać nawet elementy bardziej skomplikowanego kontrapunktu. Kolejnym koncertem, które Dni Muzyki Ukraińskiej zawdzięczają wrocławskiemu Narodowemu Forum Muzyki były dwa prawykonania współczesnych symfonicznych kompozycji dwóch znakomitych Ukrainek. Koncert ten odbył się w nieprzystosowanym do wykonywania muzyki klasycznej Atrium biurowca Senator, posiadającym kłopotliwy pogłos. Orkiestrą NFM Filharmonii Wrocławskiej oraz solistami – znakomitym oboistą Igorem Leschishina oraz Sekstetem Wokalnym ProMODERN – dyrygował Roman Rewkowicz, dyrektor artystyczny Fundacji Pro Musica Viva. Obstawiono więc mikrofonami wszystkich, ale sztuczne nagłośnienie zdeformowało brzmienie przynajmniej jednej trzeciej tego występu. 


Można powiedzieć, że reżyseria dźwięku kompletnie zawiodła w przypadku sporej części bardzo interesującej muzyki, którą aparatura po prostu zagłuszyła. W składającym się z pięciu części Koncercie na obój i orkiestrę Bohdany Frolak solista był prawie nie słyszalny w pierwszej i piątej części utworu. W części drugiej, powolnej i lirycznej, gdzie nie odzywała się zbyt mono nagłośniona perkusja i blacha, obój swobodnie dialogował ze smyczkami grającymi piano.

 

proMODERN 2

 

Nieźle było też w części trzeciej, gdzie soliście grającemu stylizowany taniec ludowy towarzyszyło pizzicato smyczków, a w części czwartej obój grał klasycznie barokową arię. Na uwagę zasługiwało brzmienie oboju w najniższych rejestrach tego instrumentu, który w wyniku nagłośnienia przypominał...trąbkę. Renomowany, przybyły z USA solista wykonał też po mistrzowsku całkiem atonalną, modernistyczną kadencję. Ważną częścią koncertu było prawykonanie kompozycji Oleny Ilnyckiej zamówionej przez Fundację Pro Musica Viva pt. Do zwycięstwa na sekstet wokalny i orkiestrę. Utwór powstał w 2023 roku i jego przesłanie jest oczywiste, choć rozdzierający serce tekst śpiewany po ukraińsku mówi nie o patosie zwycięstwa, a o ostatecznym pożegnaniu syna z matką. Tutaj zdecydowanie przydało się sztuczne nagłośnienie głosów śpiewaków z Sekstetu Wokalnego ProMODERN, bo ich głosy zarówno traktowane solistycznie, zawodzące, glissandujące, jak też odzywające się wspólnie w manierze chóru cerkiewnego, mogły emanować. Zespół ten miał w tym utworze także dłuższą sekwencję a cappela, gdzie nie musiał się konfrontować z wciąż dominującą w orkiestrze nadmiernie nagłośnioną i rozbudowaną sekcją perkusyjną. Końcowe tutti orkiestry, w tym tremola smyczków, nie miały jednak żadnego znaczenia przy wzmagającym się huku aparatury nagłaśniającej, do której dołączały się jeszcze jakieś elektroniczne sprzężenia. Kompozycja Oleny Ilnyckiej była ze wszech miar interesująca, co mimo niedoskonałości odsłuchu, dało się jednak zauważyć. Miejscami przypominała niektóre utwory Edgara Varèse, gdzie dominowały ciężkie, stojące bloki brzmieniowe, które przedzielane były fragmentami śpiewanymi, a od czasu do czasu odzywały się tu nawet tradycyjne ludowe cymbały. Warto byłoby wysłuchać najnowszego dzieła tej kompozytorki w bardziej sprzyjających akustycznie warunkach.

                                                                               Joanna Tumiłowicz