Tytuł płyty wydanej przez Acte Prealable jest nieco mylący, a w każdym razie nieprecyzyjny, bo mamy na krążku 15 pieśni, które występują pod hasłem kompozycji kameralnych. Jeśli ktoś oczekiwał utworów Vincenzo Belliniego na mniejsze składy instrumentalne tegoż kompozytora, to znajdzie tylko zestaw miniatur wokalnych śpiewanych przez Joannę Tylkowską-Drożdż przy akompaniamencie fortepianowym Olhi Bila.
Wokalistka tłumaczy użycie pojemnego terminu łatwiejszym w muzyce kameralnej niż symfonicznej porozumieniu i nawiązaniu uczuciowej więzi między słuchaczami a wykonawcami. W tym wypadku chodzi o piękny śpiew, zwany z włoska belcanto, wiążący piękne melodie z odpowiednio dobranymi tekstami, zapowiadającymi rozmaite stany uczuciowe. O jakie stany chodzi? Oczywiście jest to miłość, nierzadko ukryta pod postacią poetyckiej metafory. Najczęściej jest to miłość powściągliwa, tylko zasugerowana i zgodnie z konwencją epoki – nieodwzajemniona. Śpiewaczka znana z pięknego lirycznego sopranu, co udowodniła jako Leonora w spektaklu Trubadura na scenie Opery na Zamku w Szczecinie, wykonuje owe pieśni z cudowną lekkością, jakby omijając bardziej dramatyczne nastroje.
Pojawiają się one jednak raczej rzadko, np. w pieśni Per pieta, bell' idol mio (Litości, o moja piękna!), można by sobie pozwolić na mocniejsze, bardziej głębokie wyrażenie żalu, ale artystka nie daje się ponieść emocjom i śpiewa dosyć podobnie powściągliwie jak w pozostałych utworach. Zgodnie z tradycją wykonawczą belcanto wymaga nie tyle pięknego głosu, co umiejętnego przekazania różnorodnej skali emocji za pomocą pozornie prostych melodii. Słuchając pieśni Vincenzo Belliniego nieodparcie nasuwają się skojarzenia z pięknymi ariami sopranowymi z jego słynnych oper, np. Lunatyczki czy Normy. Paleta uczuć zasugerowana przez Joannę Tylkowską-Drożdż obecna w wybranych pieśniach jest jednak dosyć stonowana, bardziej pasująca do wykonywania w arystokratycznym salonie, niż na estradzie koncertowej. Natomiast melodie owych pieśni, proste, choć pełne fantazji kantylenowe cacka, to zapewne ćwiczenia warsztatowe kompozytora przygotowującego kolejne dzieła operowe. Bellini urodzony na Sycylii i kształcąc się w Neapolu jakkolwiek owe melodie zaczerpnął z popularnych pieśni tego regionu Italii, który z czasem zaowocował obfitym zbiorem popisowych „pieśni neapolitańskich”, które śpiewa się zupełnie inaczej, pełnym głosem na doskonale opartym oddechu. Wśród pieśni zawartych na krążku CD jedna – L'abbandono (Porzucenie) przypomina piosnkę Stanisława Moniuszki – Czy powróci? Matuleńku, on nie wróci – ze słowami Józefa Ignacego Kraszewskiego. Nie sądzę, by Moniuszko korzystał wprost z melodii włoskiego twórcy, ale może nostalgiczny charakter utworu skłonił naszego kompozytora do nawiązania do zapewne znanej mu pieśni Belliniego. Z innych polskich wątków warto przypomnieć, że włoski muzyk przyjaźnił się w Paryżu z Chopinem, jego muzyka podobała się twórcy Mazurków i Polonezów, a po przedwczesnej śmierci Belliniego Chopin dołączył do grona kompozytorów, którzy w hołdzie zmarłemu stworzyli wspólnie wariacje na temat Marsza z opery Purytanie. Groby obu kompozytorów na paryskim cmentarzu też umieszczono niedaleko od siebie. Warto o tym wiedzieć słuchając pieśni Belliniego wraz z towarzyszeniem fortepianu, w którym czasami odzywają się tony przypominające trochę naszego twórcę.
Joanna Tumiłowicz