Przez sześć dni sierpnia 2023 odbywały się w salach gościnnej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie warsztaty doskonalące Antonina Campi Opera Masterclass. Z pomieszczeń, gdzie pobierali nauki adepci pięknego śpiewu dobiegały niekiedy tajemnicze uwagi: Przepłyń jak chmura nad górą, nie bij siekierką, głoska „i” ciebie przetyka i zatyka, nie zatrzymuj się, osadź średnicę i inne temu podobne.
Wygłaszali je, a czasem wyśpiewywali, a nawet wykrzykiwali znakomici, światowej klasy soliści operowi: Izabela Kłosińska, Ewa Vesin, i Mariusz Kwiecień. Wspomagali ich doświadczeni pianiści, którzy także służyli uczestnikom masterclass swoimi radami. A wszystko po to, by poprawić niedoskonałości i 30 sierpnia w Sali Operowej Centrum Spotkania Kultur w Lublinie, przy wsparciu Stowarzyszenia im. Richarda Straussa, można było posłuchać efektów wytężonej pracy nad młodymi głosami i nad bardzo ambitnym repertuarem.
Koncert galowy niejednego mógł zachwycić, choć dla niektórych był także solidnym sprawdzianem i zapowiedzią dalszej wytężonej pracy nad sobą. W koncercie galowym wystąpiło 15 uczestników warsztatów wokalnych (z czego 5 uczniów Szkoły Muzycznej goszczącej warsztaty), znajdujących się na różnym poziomie wtajemniczenia.
Występ tak ułożono, by młodzi artyści znajdujący się dopiero na początku drogi do trudnego zawodu śpiewaka operowego mogli się przyjrzeć i porównać z bardziej doświadczonymi, którzy niekiedy nawet już rozpoczęli pracę w instytucjach artystycznych.

Taki występ przed tłumnie zgromadzoną publicznością nie przewiduje żadnej taryfy ulgowej, więc pierwszej artystce rozpoczynającej koncert galowy przypadło wykonanie szalenie trudnej arii Królowej Nocy z opery Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet. Wysokie koloratury nie każdy sopran koloraturowy jest w stanie wykonać precyzyjnie i czysto, a Paulinie Janczaruk taka sztuka się udała. Jeśli jeszcze potrafiłaby lepiej osadzić głos w tzw. średnicy i uzyskać wyrównaną barwę mogłaby zawojować teatry operowe całego świata. Z kolei pochodzący z Chin, a studiujący w Warszawie Li Fu Cai bardzo solidnie, z dobrą niemiecką dykcją i dobrze brzmiącym barytonem, wykonał Pieśń do gwiazdy z opery Tannhäuser Ryszarda Wagnera.
Śpiewak ten na warsztatach operowych Antoniny Campi pojawił się już po raz drugi i w porównaniu do występu sprzed roku dokonał znacznego postępu w warsztacie wokalnym. Ładny głos barytonowy, a przede wszystkim nienaganną polską dykcję zaprezentował Karol Śliwiński śpiewając jeden z Sonetów miłosnych Szekspira skomponowanych przez Tadeusza Bairda, z polskim tłumaczeniem Macieja Słomczyńskiego – Drwię mając ciebie z całej ludzkiej pychy.
Dosyć swobodnie zachowywał się na scenie Piotr Więcaszek śpiewając całkiem sprawnie ciekawym w barwie głosem arię Leporella z opery Don Giovanni Mozarta, a ponoć uczy się sztuki wokalnej dopiero od roku.
Podczas zajęć warsztatowych z Mariuszem Kwietniem dowiedział się, że w trakcie tej arii najpierw obcesowo skarży się na swego chlebodawcę, ale potem, gdy widzi, że on nadchodzi, powinien nieco zmienić ostrość narzekania i wycofać niepochlebne uwagi. Karolina Augustyn miała do zaśpiewania zawierającą piękną melodię arię z opery Gaetano Donizettiego Napój miłosny. Tutaj potrzebna prócz ładnego głosu, jest także precyzja w śpiewaniu ozdobników i koloratur, co można jeszcze poprawić drogą kolejnych ćwiczeń. Natomiast w spokojnej arii Mozarta Vado, ma dove?, którą wykonała Julia Brzozowska wystarczy tylko, i aż tyle, jak dobre oparcie głosu na prawidłowym oddechu.
Z kolei Amelia Markowska otrzymała do wykonania spokojną, uduchowioną arię z kantaty Jana Sebastiana Bacha Magnificat. Nie musiała popisywać się mocnym głosem, lecz tylko pięknie prowadzoną frazą na oddechu. Damian Giczewski studiujący na Akademii Muzycznej w Gdańsku pokazał dobre przygotowanie tekstowe i ruchowe w arii Hrabiego z opery Mozarta Wesele Figara. Jego baryton niekiedy ładnie brzmi, ale taki sposób śpiewania wynikający z lepszego oparcia i podparcia przydałoby się rozciągnąć na całe wykonanie. Walca Musetty z opery Cyganeria Pucciniego posłuchaliśmy w dobrej wokalnej produkcji Katarzyny Wietrzny.

To już była kreacja, z którą można się pojawić w teatrze operowym. Rozpoczynająca dopiero studia wokalne Magdalena Wójciak w sposób przekonujący zaśpiewała pełną nostalgii i skargi arię Hrabiny Porgi amor z opery Mozarta Wesele Figara. Podobnie nieźle sobie poradził z arią Donizettiego z opery Don Pasquale Karol Jabiry, choć w koloraturach warto byłoby popracować nad precyzją. Joanna Słowińska zaśpiewała po francusku długą scenę pisania listu z opery Werther Masseneta. To było trudne zadanie, bo trzeba było wypełnić muzykę nie tylko nutami, ale także myślami zdradzającymi uczucia bohaterki opery, i jeszcze precyzyjnie panować nad głosem. Koncert zakończyły dwie dobrze wykonane arie z oper Pucciniego. Arię z Cyganerii Quando m'en vo' zaśpiewała Sylwia Wnuk, zaś przejmującą dramatyzmem arię z opery Madama Butterfly – Un bel di, vedramo wykonała wstrząsająco Aleksandra Łaska. Obie pozycje mogą być atutami śpiewaczek na dowolnym konkursie wokalnym w kraju i za granicą. Warto też wspomnieć o podwójnym występie Piotra Kaliny, tenora, który wygrał ostatni konkurs wokalny im. Antoniuny Campi z Miklaszewiczów w Lublinie, a dziś jest solistą Teatru Wielkiego w Poznaniu. Piotr Kalina uraczył lubelską publiczność aż dwiema ariami – arią Księcia Ella mi fu rapita z opery Rigoletto Verdiego oraz arią Stefana z opery Straszny dwór Stanisława Moniuszki. Nie dosyć, że zaśpiewał bardzo dobrze, to jeszcze był jedynym tenorem w tym towarzystwie, a to stanowi osobny atut i powód do podziwu. Warto dodać, że Koncert Galowy prowadził bardzo kulturalnie i kompetentnie Stefan Münch. Organizatorzy Masterclass zapowiadają na wiosnę przyszłego roku kolejny konkurs w Lublinie, którego patronką jest Antonina Campi, także lublinianka.
Joanna Tumiłowicz