Przegląd nowości

Silna żona Geniušasa

Opublikowano: piątek, 18, sierpień 2023 02:17

Recital Anny Geniushene zawierał dosyć zróżnicowany program, w którym pianistka przebiegła sprawnie przez liczne style muzyczne, od klasycyzmu Haydna, przez romantyzm Chopina, impresjonizm Ravela po modernizm Prokofiewa. Wykazała się doskonałym opanowaniem specyfiki pianistycznej wymienionych stylów, ale pokazała się także jako artystka, która nie boi się silnego uderzenia. Krytycy amerykańscy pisali o jej występach z podziwem – potężne brzmienie, silna osobowość muzyczna i czysta wirtuozeria.

 

Anna Geniushene 1

 

Wszystko to się sprawdziło w Dusznikach w Dworku Chopina. Artystka wybrała rzadko wykonywane młodzieńcze Rondo c-moll op. 1, w którym nie było jeszcze charakterystycznych zwrotów autora Mazurków i Polonezów, nie było czarowania formą ani brzmieniem, tylko rzetelne, niemal pedagogiczne zaprezentowanie takiej powtarzającej jeden motyw formy.

 

Anna Geniushene 2

 

Podobnie było w króciutkiej, bo tylko składającej się z dwóch części Sonacie D-dur Józefa Haydna, poniekąd bardzo wdzięcznej, choć nietypowej, bo wiadomo, że Haydn był pierwszym konstruktorem czteroczęściowej formy sonatowej. Pianistka słusznie do zagrania utworów delikatniejszych, bardziej wyrafinowanych brzmieniowo, wybrała instrument koncertowy Kawai, na którym nie można widać uprawiać fortepianowego rodeo. Można natomiast smakować efekty pianistyki impresjonistycznej, w której się słucha nie poszczególnych dźwięków, ale barwnych kompleksów pasaży. Tę niezwykłą sztukę objawiła w Menuecie poświęconym postaci Haydna, a jeszcze bardziej w cyklu Miroirs (Zwierciadła), gdzie owe szalone przebiegi dźwiękowe tworzą jedynie paletę kolorowych płaszczyzn, a nie służą jakimś tradycyjnie rozumianym frazom muzycznym. 


Oczywiście, jak to u Ravela, wszystko było w zgodzie z tonalnością systemu dur-moll, a więc zdawało się być przyjemnym nawet dla mniej wyrobionego ucha. Kompozytor w swoich Zwierciadłach dał dowód niesamowitej kreatywności i absolutnej znajomości specyfiki brzmienia instrumentu, na którym gra się palcami obu rąk. Ta część recitalu Anny Geniushene pozostanie więc długo w pamięci. Po przerwie natomiast zmieniono fortepian na o wiele bardziej odpornego Stainwaya, czym pianistka dała do zrozumienia, że salonowe żarty się skończyły.

 

 Anna Geniushene 3

 

Teraz poszły dwie Sonaty Sergiusza Prokofiewa, spokojniejsza, bardziej klasyczna Piąta C-dur oraz mniej łagodna Czwarta c-moll. W Piątej nawet odbijały się na początku echa z francuska Ravelowskiej gry pasażami. W Czwartej było już pozamiatane, muzyka szła ostro, brutalnie, miejscami wyraźnie marszowo, w stylu bezwzględnie kroczącym. Tutaj litewska artystka nie skąpiła już silnych uderzeń lewą ręką w basy i niepokojących ataków na najwyższe dźwięki. Ale apogeum szaleństwa w „brutalnej napaści na klawisze” zaprezentowała w jednym z bisów.

 

 Anna Geniushene 4

 

Ponoć był to jakiś hymniczny wariacyjnie przetwarzany motyw rosyjski skomponowany przez Rosjanina, Piotra Czajkowskiego, którego na razie się u nas w zasadzie nie gra. Czyżby litewska pianistka urodzona i wykształcona w Moskwie dawała tym wykonaniem wyraz swoim poglądom na obecne wydarzenia? Obserwując bardzo nerwowe zachowanie męża Anny Geniushene, także wybitnego pianisty Lukasa Geniušasa, który słuchał w 12 rzędzie tego recitalu, można domniemywać, że chodziło tu o zbudowanie silnych pozaartystycznych emocji. A może to tylko złudzenie.

                                                                      Joanna Tumiłowicz