Przegląd nowości

Wagner to wygrana na Loterii

Opublikowano: sobota, 05, sierpień 2023 06:59

Kiedy się spojrzało na tłumy wypełniające Operę Leśną w Sopocie przy okazji wystawienia Holendra Tułacza w ramach Baltic Opera Festival, to serce rosło. Wszak ten wspaniały, a teraz odnowiony obiekt z naturalną akustyką nadający się do realizacji spektakli operowych, przez wiele lat był użytkowany głównie jako estrada piosenki, która bez elektronicznego nagłośnienia się nie obejdzie.

 

Sopot,Obóz nocny w Granadzie

 

Na szczęście nazwa – Opera Leśna – przetrwała. A pomysł by w tym nadmorskim kurorcie powstało miejsce nadające się właśnie do grania przedstawień muzycznych w naturalnej, leśnej scenografii, w dobrej akustyce, gdzie głosy śpiewaków są  słyszalne nawet w ostatnich rzędach obiektu dla kilku tysięcy słuchaczy, zrodził się dawno, jeszcze przed I wojną światową. Uznano wtedy, że zalesione wzgóra okalające Sopot są wymarzonym miejscem do utworzenia naturalnego amfiteatru, jakie budowano jeszcze w starożytności.


Przeprowadzono wówczas eksperymenty pozwalające odnaleźć idealne miejsce w niecce używanej w zimie jako tor saneczkowy. Specjaliści od akustyki szukali skąd głos ludzki bez sztucznego wzmocnienia rozchodzi się najlepiej, i znaleźli. Tor saneczkowy trzeba było przesunąć, a miejsce na przedstawienia operowe z czasem zasłynęło w Europie jako Bayreuth Północy, bo tutaj bardzo dobrze się sprawdzały właśnie wystawienia oper Richarda Wagnera. 

 

Sopot,widownia,1909

 

Nie chodziło tylko o możliwości tworzenia monumentalnych dekoracji i wprowadzania na scenę setek wykonawców i statystów, ale także o urzeczywistnienie idei dzieła totalnego – Gesamtkunstwerk, rozwijanej przez Wagnera – łączącej w jednym utworze wszystkie rodzaje artystycznego tworzywa – muzyki, poezji, sztuk wizualnych, teatru, tańca itd. W powstającej Operze Leśnej łatwiej było zgromadzić wymienione składniki w naturalnych przestrzeniach niż na ograniczonej ścianami tradycyjnej scenie teatralnej.

 

Sopot,Tannhauser,1910

 

Powrót do dawnej, liczącej już ponad 100 lat niemieckiej koncepcji „miejsca operowego” tak zauroczył zabierających głos na inauguracji entuzjastów projektu Tomasza Koniecznego, że w ogóle pominęli milczeniem sporadyczne realizacje operowe w latach 70. i 80. w tym sopockim przybytku sztuki muzycznej, zapewne uznając, iż okres PRL to jakaś kulturalna tabula rasa. A pokazywano tu m.in. Halkę Moniuszki, Normę Belliniego, nawet Walkirię Wagnera. Wspaniałe wrażenie wywoływali np. artyści w strojach góralskich wybiegający z gęstego lasu na scenę. Nie były to jednak wydarzenia cykliczne, ale doraźne prezentacje.


Cyklicznie i z pełnym zadęciem promocyjnym Opera Leśna wykorzystywana była na Międzynarodowe Festiwale Piosenki, wobec których stosowano inne kryteria artystyczne. Teraz jednak przyszedł czas na uruchomienie nowej /starej formuły, która z czasem może znów sprawić, że o Baltic Opera Festival będzie się mówić Bayreuth Północy.

 

Sopot,Parsifal,1928

 

Specjalizujący się w wykonawstwie oper Wagnera  wybitny bas-baryton Tomasz Konieczny, inicjator wznowienia festiwali operowych w Sopocie, nie zamierza jednak koncentrować się wyłącznie na twórczości tego niemieckiego kompozytora, ale pragnie łączyć jego dzieła z mniej znanymi operami polskich twórców. Tegoroczny Baltic Opera Festival zawierał więc prócz Holendra Tułacza, rozkoszną komedię muzyczną młodego Karola Szymanowskiego, Loterię na mężów, czyli narzeczony nr. 69. Utwór wymagał rekonstrukcji, bo zachowała się jedynie muzyczna partytura tej operetki, a wszystkie sceny mówionych dialogów trzeba było najpierw obmyślić na nowo i wstawić pomiędzy partie śpiewane. Tak więc się stało.


Wykonania dokonał zaproszony do Gdańska zespół Opery Krakowskiej kierowany przez Piotra Sułkowskiego. W dialogach, które obmyślił Wojciech Tomczyk, biorą udział prócz licznych Starych Panien, czyli kobiet, które już przekroczyły 24 rok życia, oraz wrogo nastawionego Klubu Wesołych Wdowców, także Sherlock Holmes i Dr Watson. Skomplikowana intryga ukazuje też grupę przedsiębiorczych niewiast, które inicjują włamanie do banku w celu zdobycia posagów.

 

Tomasz Konieczny 968-36

 

Zaskoczeniem w owej Loterii była sama muzyka Szymanowskiego, zdecydowanego propagatora nowoczesności, który tutaj wykorzystywał wzory klasycznej operetki wiedeńskiej, czynił to jednak po swojemu. Gwoździem programu była oczywiście produkcja Wagnerowska mająca ponownie przetestować niezwykłe walory wizualne i akustyczne Opery Leśnej. Dzieła tego podjął się sprawdzony zespół twórców, w którym było aż troje osób odpowiadających za reżyserię, dwie osoby od scenografii, prócz tego świetni projektanci od kostiumów, reżyserii świateł, tańca i ruchu scenicznego, oprawy multimedialnej, chóralistyki itd.

 

Holender tułacz 39-1

 

Mimo tak rozbudowanego składu realizatorów przedstawienie, które określano mianem superprodukcji, było jednak spójne artystycznie i wyrazowo, przemawiało do wyobraźni, bo też zawierało liczne tajemnice. Batutę powierzono słynnemu, sędziwemu niemieckiemu  mistrzowi o polskim nazwisku – Markowi Janowskiemu, ponoć dalekiemu potomkowi Stanisława Moniuszki. Orkiestra Opery Bałtyckiej pod jego batutą brzmiała rasowo, jędrnie, pięknie, a organizatorzy zapewniali, że w tym obiekcie na ponad 5 tysięcy słuchaczy, nie dano jej żadnego sztucznego nagłośnienia. Doskonały skład solistów dysponujących mocnymi, typowo wagnerowskimi głosami był jednak lekko wspomagany przez elektronikę.


Na czoło wybijał się polski baryton Andrzej Dobber w tytułowej roli. Wśród polskich wykonawców wymienić należy też Młodego Żeglarza Dominika Sutowicza oraz szefową prządek Małgorzatę Walewską. Z licznej gamy efektów scenicznych zastosowanych w spektaklu wymienić należy reżyserię świateł dokonaną przez Bogumiła Palewicza sugerującą grozę morskiego żywiołu, jak i niespodziewane pojawienie się statku Latającego Holendra.

 

Holender tułacz 39-61

 

Promienie padające  z licznych reflektorów na znajdujące się w głębi sceny drzewa doskonale imitowały fale morskie, ale najbardziej wyrazistym elementem okazał się biały trójkątny żagiel wydymany podmuchami wiatru i jednocześnie pełniący rolę kurtyny jeszcze podczas świetnie zagranej Uwertury, gdyż wprowadzał nas w magiczny świat tej mrocznej i tajemniczej opowieści.

 

Holender tułacz 39-108

 

Spory dystans dzielący dalej siedzących widzów od akcji scenicznej wymagał zastosowania prostych i wyrazistych rekwizytów, niejako namiastek określonych idei. Np. hojnym darem Holendra dla udzielającego mu gościny ojca Senty była ogromna sztaba złota, której nie mogła udźwignąć nawet grupa marynarzy. Świetnie rozwiązany scenicznie, tak jak opuszczenie żagla-kurtyny, był też moment głośnego rzucenia ogromnej kotwicy przez przez marynarza z przeklętego statku. Natomiast upiornym wizerunkiem Holendra oddziałującym na wyobraźnię zakochanej Senty była naturalnych rozmiarów biała kukła, jaką przeciwnicy morskiego przybysza w ramach zabiegów okultystycznych kłuli go ostrymi szpikulcami.


Przywieziono też wózek wypełniony mniejszymi szmacianymi lalkami symbolizującymi załogę przeklętego przybysza. Drużyna marynarzy wraz z naznaczonym klątwą Holendrem Tułaczem też upodobniona została do ubranych na biało według projektu Dorothée Roqueplo upiorów z filmowych dreszczowców. Cała zgraja poruszała się w charakterystyczny, na wpół taneczny sposób.

 

Holender tułacz 39-144

 

Wymieńmy tu nazwisko choreografa Jacka Przybyłowicza. Takich elementów mających dodatkowe znaczenie było w spektaklu dużo więcej i większość z nich dobrze spełniała swą rolę katalizatora nastroju niesamowitości. Jedyny nieudany pomysł inscenizatorski to wózek inwalidzki, na którym poruszał się kapitan żaglowca, bo to było w sprzeczności z dobrą morską praktyką.

 

Holender tułacz 39-33

 

Przybyli z Niemiec odtwórcy partii kapitana Dalanda, Senty i Erica (Franz Hawlata, Ricarda Merbeth, Stefan Vinke) świetnie się wpisali w mroczną ideę opowieści z pogranicza świata realnego i zwidów, mieli silne, nośne, choć niezbyt piękne głosy, co jest cechą wielu wykonawców w operach Wagnera. Nasz znakomity tenor Dominik Sutowicz, któremu reżyserzy kazali pełnić rolę mocno uzależnionego od alkoholu Młodego Żeglarza, z pewnością udźwignąłby partię nieszczęsnego narzeczonego Senty. Wśród polskich sopranów spinto też znalazłaby się godna odtwórczyni postaci Senty. W całości jednak operowa superprodukcja przejdzie do historii realizacji Wagnerowskich w Polsce jako sukces i dobry początek zainaugurowanego właśnie Baltic Opera Festival.

                                                                    Joanna Tumiłowicz