W tym fortepianowym duecie występują dwaj brania z Korei (Pd.), jeden starszy (23 lata) z dużym doświadczeniem i sukcesami na konkursach pianistycznych, a drugi młodszy, zaledwie 16-letni. Jednak z widowni Studia Koncertowego im. Witolda Lutosławskiego trudno było odróżnić, który z braci jest starszy, który ma większą rutynę koncertową, który jest krótko mówiąc lepszy.

Bracia występowali prezentując absolutną równorzędność, rzadko ten „starszy”, który zewnętrznie wyglądał na młodszego, dawał jakiś znak zapowiadający dokładne rozpoczęcie utworu. Opracowania kompozycji na dwa fortepiany też nie dawały powodu, by partię jednego uznać za ważniejszą czy prowadzącą, a drugą za tylko akompaniującą.
Wreszcie po przerwie pianiści zamienili się fortepianami i to dodatkowo pomieszało szyki tym, którzy szukali jakiegoś pretekstu do oceniania i porównywania. Koncert finałowy 23 Festiwalu Ogrody Muzyczne z duetem fortepianowym Hyo & Hyuk Lee był wydarzeniem pełnym radości i młodzieńczej energii, którą artyści dzielili się z publicznością, może nawet nazbyt hojnie. Ich fortepiany nierzadko służyły za instrumenty perkusyjne, a klawisze walące młoteczkami w struny nie miały dla nich żadnej litości, co w przerwie zmusiło stroiciela do poprawy brzmienia instrumentów. Nie można było natomiast mieć najmniejszych zastrzeżeń do walorów technicznych obu braci. Grali perfekcyjnie, bezbłędnie. Mało tego, we fragmencie utworu Camilla Saint-Saënsa Karnawał zwierząt, który jest satyrą na ćwiczących gamy pianistów, z niezwykłą precyzją imitowali typowe błędy palcowe początkujących adeptów fortepianu, co prawdopodobnie było o wiele trudniejsze niż płynne przelecenie klawiaturą w górę i w dół.
Cały Karnawał zwierząt był pysznym popisem talentów muzycznych duetu, bo romantyczny i rozlewny Łabędź płynął wzruszająco majestatycznie, Osobistości z długimi uszami porykiwały i rżały przepisowo, Słoń wolniutko tańczył kankana z operetki Orfeusz w piekle, zaś w finale wszystkie zwierzęta i opisywani Pianiści pojawili się w zabawnym korowodzie. Znakomicie wypadła też Fantazja na tematy z opery Porgy and Bess George'a Gershwina w opracowaniu na dwa fortepiany Percy Graingera.

Bardzo efektownie pianiści zagrali dwie kompozycje argentyńskie Astora Piazzolli i jeszcze przypieczętowali to Danzón nr 2 Meksykanina Arturo Márqueza, ale te latynoskie ogniste rytmy nie niosły tyle estetycznego przekazu co zasadnicza część recitalu. Wreszcie pojawiły się trzy bisy, umiejętnie dobrane i dozujące artystyczne napięcie. Gdy Hyuk Lee zapowiedział po polsku Tarantellę Dymitra Szostakowicza odezwał się z sali okrzyk satysfakcjonującej aprobaty, w którym walny udział brała najwyraźniej krytyczka muzyczna Dorota Szwarcman.
Ona zapewne chciała dać do zrozumienia, że pianiści z Korei otwierają nam, słuchaczom w Polsce, dostęp do „zakazanej” z powodu wojny muzyki pochodzącej z Rosji. Tarantella była pełna wdzięku, ale nie należała do arcydzieł w dorobku kompozytora. Już bardziej pasowałby do takiego określenia drugi bis, który artyści zagrali przy jednej klawiaturze na 4 ręce – Taniec węgierski Johannesa Brahmsa. Ale zakończyli rewelacyjnie trzecim bisem – sensacyjnie dynamicznymi Wariacjami na temat Paganiniego patrona Sali, w której odbywał się koncert, czyli Witolda Lutosławskiego. Kompozycja należąca do skarbnicy muzyki współczesnej, dosyć lekko traktująca romantyczną fakturę dur-moll, powiedziała chyba najwięcej o możliwościach duetu braci Lee. To jest bardzo dobrze dobrana para artystów.
Joanna Tumiłowicz