Przegląd nowości

Poezja muzyczna Romualda Twardowskiego

Opublikowano: czwartek, 03, sierpień 2023 07:16

Płyta wydana przez oficynę Anaklasis zawierająca wybór pieśni Romualda Twardowskiego w interpretacji bas-barytona Tomasza Koniecznego i pianisty Lecha Napierały, to zarazem kompendium wiedzy o kompozytorze. Opowieść o jego życiu dokonuje się słowami poetów, których zaprosił twórca pieśni. Ale fakt, że ta historia została wyśpiewana i wypowiedziana przez uzdolnionego artystę, wykonawcę ważnych partii w operach Ryszarda Wagnera, też ma ogromne znaczenie. Tomasz Konieczny ma już w swoim dorobku nagranie swoistego eksperymentu muzyczno-poetyckiego, cyklu Franciszka Schuberta Podróż zimowa z całkiem autonomicznym librettem poetyckim – Podróżą zimową Stanisława Barańczaka.

 

CD Twardowski

 

Jeśli cykl Stanisława Barańczaka był osobistą refleksją poety wobec rozmaitych wad i uciążliwości współczesnego świata, to w przypadku nagrania Pieśni i Sonetów (Songs & Sonnets) Romualda Twardowskiego musiał się zmierzyć z wyobraźnią aż 10 czy 11 poetów, których słowa oprawił w muzykę kompozytor.  Dorota Kozińska, która napisała komentarz do tego krążka nazwała zbiór „biografią zamkniętą w pieśni", tak się bowiem złożyło, że Twardowski właśnie pieśń umiłował sobie jako najbardziej poręczną formę opowiadania i na różnych etapach długiej życiowej drogi dawał wyraz swoim artystycznym przemyśleniom wybierając odpowiednie teksty. Fryderyk Chopin przez całe życie  komponował Mazurki i właśnie tę muzyczną formę można traktować jako swoisty pamiętnik czy też dziennik artysty. U Romualda Twardowskiego możemy wczuć się w jego losy dzięki kolejnym poetycko-pieśniarskim spojrzeniom. 


Wiemy, że kompozytor urodził się i wczesną młodość spędził w Wilnie. Stamtąd też pochodziła jego matka Paulina, której chciał w ten sposób złożyć hołd. Cykl Znad Wilii (1990) do słów Heleny Kołaczkowskiej-Massalskiej, składa się z trzech pieśni o charakterze nostalgicznym, ale w jednej z nich przypominającej tradycyjny festyn wileński Kaziuki Tomasz Konieczny dokonał niewielkiego zabiegu językowego, zaczął „z wileńska" zaciągać samogłoski. I naraz soczysty bas śpiewaka sprawił, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki usłyszeliśmy głos legendarnego Bernarda Ładysza (także swoją oryginalną wymową przywołującego atmosferę dawnej Wileńsczyzny). Romuald Twardowski w swych wyborach pieśniarskich zwracał uwagę na twórców, którzy go szczególnie poruszali. Takimi byli np. Miguel de Cervantes, któremu poświęcił Trzy sonety do Don Kichota w przekładzie Anny Ludwiki Czerny,  a także Michał Anioł, którego wspaniałe trzy Sonety wykorzystał w tłumaczeniu Leopolda Staffa. Te w swoim nastroju postromantyczne utwory kompozytor zadedykował Tomaszowi Koniecznemu. Wśród ulubionych poetów polskich znalazły się takie osobowości, jak Stanisław Ryszard Dobrowolski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Jacek Łukasiewicz i Jarosław Iwaszkiewicz. W przypadku tego pierwszego trzy wiersze zostały pieśniarsko opracowane w formie najbardziej swobodnej i np. we Wróblach warszawskich pozwolł sobie na dźwiękonaśladowcze figuracje w akompaniamencie fortepianowym, zaś w rodzaju świeckiej litanii Non è vero Tomasz Konieczny mógł wykorzystać w pełni swoje zdolności aktorskie w celu zarysowania sytuacji, w której diabli i aniołowie wdarli się do domowej biblioteki. Muzycznie ciekawy i także nie stroniący od rysowania dźwiękami żywiołu morskiego był też cykl marynistyczny Oblicze morza wchodzący zapewne w jakąś koniunkcję z tworzonym w tym czasie dziełem operowym Lord Jim. Najbardziej wstrząsający artystycznie, merytorycznie i interpretacyjnie okazał się umieszczony na końcu cykl trzech Sonetów pożegnalnych (1970), jedyny podawany w języku francuskim. Do tych utworów Trois sonnets d'adieu stworzonych do poezji trzech poetów francuskich z przełomu XVI i XVII wieku trzeba przyłożyć inną miarę, gdyż jest to bardzo osobisty, ale i ogromnie naładowany emocjonalnie protest przeciwko śmierci, w tym wypadku tragicznej i do dziś niewyjaśnionej śmierci duńskiej kompozytorki Elisabeth Tramsen, dawnej narzeczonej Twardowskiego. Zarówno sama muzyka, jak i jeszcze bardziej drapieżna, wręcz agresywna intepretacja Koniecznego i Napierały, dają świadectwo bólu i gniewu, choć ostatni człon tego cyklu zdaje się promieniować jakimś złagodzeniem nastroju, przynosić być może nadzieję. Recital złożony z pieśni Romualda Twardowskiego pod względem formalnym, ale także jakości artystycznej interpretacji to wydarzenie z „najwyższej półki” muzycznej. We wszystkich utworach, prócz francuskojęzycznych Sonetów pożegnalnych, polska dykcja Tomasza Koniecznego jest wręcz perfekcyjna, co w wykonawstwie pieśni nie zawsze stanowi mocną stronę naszych śpiewaków. Inna rzecz, że ujęcie poszczególnych fraz poetyckich przez kompozytora skłania często artystę do melodeklamacji. Sam kompozytor w „Słowie wstępnym” daje wyraz swej nadziei, że po jednorazowym wysłuchaniu pieśni być może pojawi się u słuchaczy chęć ponownego kontaktu z tą muzyką. Nazwiska wykonawców i interpretatorów gwarantują, że taka możliwość jest bardzo realna.

                                                                Joanna Tumiłowicz