Projekcja mniej znanej opery Goacchino Rossiniego Le Comte Ory (Hrabia Ory) na lipcowym festiwalu Ogrody Muzyczne została wzbogacona o nie lada atrakcję.
Prezentację dzieła poprzedziła rozmowa z przybyłym specjalnie z Wrocławia robiącym już światową karierę Andrzejem Filończykiem, doskonałym młodym barytonem, który z muzyką Rossiniego jest „za pan brat”. Ktoś, kto na prestiżowych scenach operowych Europy wykonuje najważniejszą Rossiniowską partię Figara w Cyruliku sewilskim, ma już za sobą dorobek, który wymaga ogromnej pracy i odpowiednich cech osobowych świadczących o mistrzostwie wokalnym i aktorskim. Andrzej Filończyk, który jest jeszcze przed 30-tką dokonał tego niezwykłego skoku artystycznego, w roku 2017 ukończył naukę w klasie śpiewu prof. Bogdana Makala na Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu.
Przez jakiś czas był uczestnikiem Akademii Operowej przy Teatrze Wielkim Operze Narodowej, gdzie pracował pod kierunkiem Eytana Pessena. Został też członkiem Międzynarodowego Opera Studio przy Operze Zurychskiej, ale nadal szlifował swój warsztat wokalny w Studium Tańca i Baletu przy Operze Wrocławskiej. Był laureatem licznych konkursów wokalnych, ale już teraz powierza mu się najbardziej odpowiedzialne, tytułowe partie przeznaczone dla barytona jak wspomniany Figaro czy Don Giovanni w operze Mozarta. W przedstawieniu, które zostało nagrane podczas Festiwalu w rodzinnym mieście Rossiniego – Pesaro, nasz śpiewak kreował rolę Raimbauda, który jest pomocnikiem Hrabiego Ory, to jest osoby, która wspiera oszustwa i mistyfikacje postaci tytułowej. Partię hrabiego powierzono w tej inscenizacji słynnemu tenorowi Juanowi Diego Flórezowi.

Opera ta jest typową komedią muzyczną i Andrzej Filończyk też wpisał się w serię zabiegów, które u publiczności mają wzbudzić śmiech. O swojej roli i karierze scenicznej zaproszony artysta rozmawiał przed projekcją z Aliną Ert-Eberdt, która zajmuje się sprawami wydawniczymi i promocyjnymi w Fundacji Ogrody Muzyczne. Okazało się, że ktoś, kto szybko zmierza na szczyty powodzenia zachował cechy bezpośredniości i skromności. Opowiadał o sprawach rodzinnych i nawet o tym, że mimo napiętych terminów występów w teatrach operowych Europy i Ameryki udało mu się zdążyć na dzień narodzin dziecka we Wrocławiu. Ujawnił też niektóre tajemnice „kuchni filmowo-operowej”, kiedy sceniczna produkcja przygotowana na festiwal staje się zarazem materiałem dla widowiska, które ogląda się na dużym (lub małym) ekranie. Warto powiedzieć kilka słów o operze Le Comte Ory, która jest śpiewana w języku francuskim, a w Polsce była wystawiana bodajże tylko jeden raz. To historia oparta na ulubionym schemacie komediowym, kiedy bohater w przebraniu może nierozpoznany przez nikogo dokonywać różnych zabawnych, ale i frywolnych czynów. Hrabia Ory pojawia się w pewnym zamku w przebraniu pustelnika i odgrywa tam rolę niezwykłego autorytetu religijnego, moralnego, uzdrowiciela i powiernika pięknych kobiet. W spektaklu przygotowanym przez Hugo De Ana, który był zarówno reżyserem jak i scenografem oraz projektantem kostiumów Hrabia wygląda jak biblijny prorok Mojżesz oczywiście w wydaniu „na wesoło”, przynosi nawet ze sobą legendarne kamienne tablice z Dziesięciorgiem Przykazań, ale interesuje się raczej płcią odmienną.
Nasz artysta Andrzej Filończyk stara się uwiarygodnić prawdziwość przepowiedni pustelnika i zapewnić mu odpowiednio przekonaną klientelę. Taka komedia pomyłek, zadziwień i przebieranek, bo są na scenie również fałszywi uczestnicy średniowiecznej krucjaty i żeńskich zakonów żebraczych w którymi są wyłącznie skorzy do libacji mężczyźni, trwa do samego końca wzbudzając huragany śmiechu.

Osobną sprawą jest jednak Rossiniowska partytura wymagająca od śpiewaków znakomitej techniki wokalnej, wyrównania głosów i licznych koloratur. Stroną muzyczną zajął się pochodzący z Ameryki Łacińskiej Diego Matheuz, natomiast od strony wizualnej przedstawienie, być może ku zaskoczeniu publiczności, stanowi przykład surrealizmu, bo wszystkie dekoracje nawiązują do słynnego tryptyku malarskiego Hieronima Boscha Ogród Rozkoszy Ziemskich.

Niekiedy są to prezentowane w powiększonej skali fragmenty obrazów, ale również zmieniające się na scenie dekoracje wyobrażające np. fantastyczne wielkie jajka czy inne na w pół abstrakcyjne figury, które są wyimkami z tego słynnego dzieła pochodzącego z ok. 1500 roku. W ten sposób argentyński reżyser nawiązuje do czasów, w jakich w myśl założeń libretta rozgrywa się akcja opery, ale fantastyczna wyobraźnia malarska Boscha sprawia, że przedstawienie okazuje się zdecydowanie współczesne.
Joanna Tumiłowicz