Przedstawienie Koronacji Poppei Claudia Monteverdiego, powstałe przed pięcioma laty w Zurychu, po wymuszonej przez epidemię przerwie, dotarło w końcu do koproducenta – Gran Teatre del Liceu w Barcelonie. Ostatnie dzieło Monteverdiego to na dobrą sprawę pierwsza opera z prawdziwego zdarzenia.

Odznaczająca się dużym nerwem dramatycznym. W znacznej też mierze monodia ustępuje ozdobnemu śpiewowi i szerzej rozbudowanym numerom solowym. O ile w pierwszym akcie znacznego ożywienia rodzajowego dostarcza scenka z żołnierzami, o tyle podobną rolę w następnym, przed popełnieniem przez Senekę samobójstwa, pełni ta z jego domownikami. Wcześniej ze zbliżonymi sytuacjami mamy do czynienia w Orfeuszu w związku z Cerberem oraz w Powrocie Ulissesa w odniesieniu do zalotników.
Inscenizacja baskijskiego reżysera Calixto Bieito składa się z dwóch części: złożonej z prologu i pierwszego aktu oraz połączonych: drugiego i trzeciego. Wzorem teatru francuskiego, najbardziej godni widzowie (dziś honor ten nabyć można za odpowiednią opłatę) zajmują miejsca na scenie, pośród akcji, niegdyś stanowiąc obiekt podziwu dla reszty „gawiedzi” na równi z artystami.

W tym przypadku pozostają w bliższym zasięgu drastycznych sytuacji, których inscenizator nie szczędzi publiczności. Dotyczy to aktów przemocy, do jakich dochodzi pomiędzy postaciami, od których poczuł się zobowiązany odciąć Jordi Savall, niczym swego czasu Mstisław Rostropowicz wobec przyjętych przez Andrzeja Żuławskiego rozwiązań obyczajowej natury w ekranizacji Borysa Godunowa, wykorzystującej nagranie pod jego dyrekcją.
Orkiestra zajmuje miejsca w elipsoidalnym kanale otoczonym podestami, na których rozgrywają się zasadnicze zdarzenia. Zgodnie z rozpowszechnioną dziś praktyką akcja zwielokrotniona została za pomocą projekcji multimedialnych na ekran w tle sceny oraz rozstawione po bokach telebimy, stanowiąc niekiedy uzupełnienie wypadków bezpośrednio unaocznionych (kąpiel Poppei i Nerona w scenie rozpaczy Ottona, śmierć Seneki – w ówczesnym teatrze nie do pomyślenia było przedstawianie na scenie gwałtownych czynów). Kierownictwo muzyczne spoczęło w rękach przywołanego już Jordiego Savalla, który poczynił znaczne skróty w partyturze, zwłaszcza w drugiej części.
Zapewniło to większą potoczystość i zwartość biegu wypadków. Jednocześnie artysta stosownie do przebiegu akcji scenicznej wyostrzył zawarte w muzyce afekty, a także kontrasty, w tym te pomiędzy jej aspektami tragicznymi i komicznymi. Z dwóch kontratenorów, odtwórców ról antagonistów: Davida Hansena jako Nerona i Xaviera Sabaty w partii Ottona, większe wrażenie wywarł na mnie ten drugi, na przykład w E pur io torno qui.
Monteverdi był jednym z tych, którzy jako pierwsi wprowadzili obyczaj obsadzania komicznych partii posuniętych w latach nimf i nianiek en travesti, a więc przez mężczyzn o głosach tenorowych. W Koronacji Poppei dotyczy to mamek tym razem kobiecych antagonistek: Oktawii, aktualnej żony cezara, oraz przyszłej, Poppei. W drugim przypadku nosi ona miano Arnalty, w pierwszym pozbawiona jest własnego imienia.
Do Arnalty, czyli w tym przedstawieniu Marka Milhofera, należy piękna kołysanka Dorme, l'incauta dorme, w której artysta potrafił wydobyć liryczną naturę tego ustępu muzycznego. Julie Fuchs stworzyła spójne ujęcie tytułowej bohaterki, zarówno pod względem wokalnym, jak i scenicznym, operując pewnym głosem o nieskazitelnej intonacji. Znacznie ustępowała jej Magdalena Kožena jako pognębiona rywalka. Zwłaszcza pożegnaniu z ojczyzną przed udaniem się na wygnanie Addio Roma zabrakło mi odpowiedniej dozy retorycznego wyrazu. Niemniej przedstawienie wywiera mocne wrażenie nie tylko ze względu na wyraziste zabiegi inscenizacyjne, które jednak nie zakłócają warstwy muzycznej po mistrzowsku ukształtowanej przez Jordiego Savalla i jego formację Concert de Nations.
Lesław Czapliński