Z dymów snujących się nad miejscem gry powstaje Piotr, czyli figura stereotypowego mężczyzny, który uczynić ma sobie poddaną ziemię, a także ludzi, w tym innych Piotrów. Tego dotyczy najbardziej brawurowy fragment przedstawienia Niemęski w Starym Teatrze, w błyskotliwej interpretacji Dariusza Mielczarka, o uwiedzeniu i seksualnym wykorzystaniu przez kolegę Andrzeja. Wcześniej męskość innego z Piotrów zostaje wystawiona na próbę. I zakwestionowana w najczulszym punkcie, a mianowicie po przebudzeniu w sypialni, ze strony żony, która w świecie powszechnej konsumpcji ma nieograniczoną skalę porównawczą i w każdej chwili może zdecydować się na wybór nowego produktu w ulepszonej wersji, bo jest tego warta.

O tym jest mowa w monologu-wyznaniu w wykonaniu Krzysztofa Stawowego. A zatem do pewnego stopnia przedstawienie składa się jakby z kabaretowych skeczy. Najbardziej od dotychczasowego, tradycyjnego wzorca odbiega postać grana przez Oskara Malinowskiego, na co już wskazuje sam strój, złożony z tuniki nałożonej na spodnie.
Poza tym najpełniej wyraża się on w ruchu, a przecież taniec jeszcze do niedawna uchodził za coś "niemęskiego". We własnym gronie, przy alkoholu i języku zredukowanym do kilku mocnych zwrotów, świadczących raczej o słabości niż sile, nadrabianej słowami, które aktorzy sami cenzurują pikaniem, odbywa się wiwisekcja męskości spychanej z piedestału i podlegającej obyczajowej erozji. Występowi aktorów towarzyszy perkusista Aleksander Wnuk (muz. Jarosław Płonka), na początku podający im ton, do którego się stroją, a później instrumentalnie interweniujący w przebieg gry (w finale i pozostali jej uczestnicy dołączają do niego, za pomocą smyczków wydobywając dźwięk z wibrafonu).
Moje wątpliwości budzi natomiast, że w tym dyskursie o relacjach pomiędzy płciami aktorzy wtłoczeni zostali w role, w znaczeniu dosłownym i przenośnym, jakie wyznaczyła im autorka tekstu i reżyserka w jednej osobie Daria Kubisiak. Bez możliwości korekt i własnych propozycji w tym względzie na etapie prób, o co zapytałem w trakcie spotkania z realizatorami.

Skoro w tym kontekście tyle mówi się o patriarchacie i nieodłącznych od niego dominacji i przemocy, czy nie mieliśmy z nimi właśnie do czynienia? I to nie tylko w sensie symbolicznym. W spektaklu zabrakło mi próby zdefiniowania męskości na nowo i jej przewartościowania, a nie tylko ośmieszenia dotychczasowych form na przykładzie galerii żałosnych figur, do pewnego stopnia wpisujących się w dawne seksistowskie dowcipy o babach i blondynkach, tyle że à rebours, tym razem o chłopach i januszach.

Dlaczego, niczym w przypadku powstania Spartakusa w odniesieniu do kwestii społecznych czy Gwałtu, co się dzieje Aleksandra Fredry w domenie relacji między płciami, zamiast zmian jakościowych i wolnego wyboru, najczęściej mamy do czynienia jedynie z ich odwróceniem i narzucaniem wzorców przez drugą stronę? Wcześniej przedmiotem opresji były bez wątpienia kobiety, dziś oczekuje się podporządkowania nowym tendencjom tożsamościowym bez brania pod uwagę głosu samych zainteresowanych. Rodzi się zatem pytanie: czy uzyskane w ten sposób zmiany mogą się okazać trwałe i nie budzić chęci rewanżu?
Lesław Czapliński