Przegląd nowości

Podoba ci się Barrie Kosky?

Opublikowano: wtorek, 11, lipiec 2023 14:10

Odpowiedzialny za projekcje wydarzeń muzycznych na Festiwalu Ogrody muzyczne Robert Kamyk zapowiedział Orfeusza w piekle Jacquesa Offenbacha i dodał, że inscenizacja Barriego Kosky może się wydać kontrowersyjna. A co to za promocja z dodatkiem „ale”? Albo przedstawienie jest dobre i warto je pokazać na Festiwalu, albo nie i rezygnujemy z niego.

 

Orpheus 1

 

W przerwie spektaklu dało się więc słyszeć różne głosy, np.: „typowo niemieckie poczucie humoru”, albo „zbyt prostackie”, lub „trochę męczące, choć nie nudne”. Po przerwie niektóre osoby zrezygnowały z dalszej części seansu, ale większość została, by utwierdzić się w swych poglądach, albo z ciekawości. Jedyne sensowne wytłumaczenie dla oryginalnego ujęcia klasycznej operetki francuskiej „z drugim dnem”, to nazwisko reżysera Barriego Kosky. Publiczność warszawska zna już najsłynniejszy przebój tego artysty, bo w 2017 roku w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej była koprodukcja Berlińskiej Opery Komicznej, która przygotowała autorską wersję Mozartowskiego Czarodziejskiego fletu w nieruchomej konwencji zeszytowego komiksu.


To było coś zupełnie innego, niż się widzi w teatrze, bo śpiewacy stali w miejscu, a otaczała ich animowana kreskówka z niekiedy zaskakującymi kontekstami zmienionej nieco akcji bajeczki o dobrym Zaratustrze i złej Królowej Nocy. Ponoć historia przedstawienia wiąże się ze spektaklem, na który w dzieciństwie zabrała małego Barriego jego babcia. Kosky urodził się w 1967 roku w Melbourne, w rodzinie żydowskich emigrantów z Europy. Jego babka wychowała się na Węgrzech i starała się wpoić wnukowi jak najlepsze wzorce.

 

Orpheus 2

 

Zachęciła przy tym do rozwoju wyobraźni i artystycznej kreatywności. Czarodziejski flet pokazany m.in. w Warszawie, łamiący wszelkie znane do tej pory konwencje, to było wydarzenie odświeżające, choć miłośnikom tradycyjnego Mozarta mogło się wydawać obrazoburcze.

 

Orpheus 3

 

Bo było. Tak więc mnie Orfeusz w piekle w realizacji Barriego Kosky także się wydał zbyt nahalny w serwowaniu rozmaitych, nie tylko erotycznych kodów. Wiadomo, operetka to „podkasana muza”, która odsłania nieco ciała wykonawców, kokietuje widownię i dodaje poszczególnym scenom „pieprzyku". Tutaj jednak „pieprzenie” stało się głównym motywem poszczególnych scen, oczywiście z zachowaniem także stworzonego przez kompozytora duetu muchy, w którą przebrał się Jowisz i Eurydyki, imitującego rozkoszne „bzykanie”. Ale w żadnym wypadku nie można było odmówić twórcom kreatywności.


Najwyraźniejszym osiągnięciem był udział doskonałego aktora scen niemieckich, Maxa Hoppa, który zapracował się nie na żarty, bo nie tylko grał rolę wymyślonego przez reżysera Johna Styxa, ale był też realizatorem niemieckojęzycznego „dubbingu" wszystkich postaci zaludniających scenę i wykonawcą typowo akustycznych elementów tła dźwiękowego, stukotu kroków, skrzypienia drzwi, westchnień, krzyków itd.

 

Orpheus 4

 

Spektakl przygotowany na festiwal w austriackim Salzburgu zachował partie śpiewane w języku francuskim, ale wszystkie kwestie mówione przetłumaczone na niemiecki wykonywał umiejętnie zmieniając głos Max Hopp. Śpiewacy zwolnieni z „dialogów” tylko rytmicznie poruszali ustami. A były wśród nich prawdziwe gwiazdy, jak choćby Anne Sofie von Otter jako Opinia publiczna. Rolę Eurydyki wykreowała grająca obsesyjną grubaskę Kathryn Lewek, sopran występujący zarówno jako Królowa Nocy u Mozarta, jak i okazująca ewidentną nadwagę rozochocona bohaterka francuskiej operetki.


Orfeuszem został ucharakteryzowany na Paganiniego długowłosy Joel Prieto, przystojniak ze skrzypcami, który nie tylko ma wyrazisty głos tenorowy, ale też potrafi znakomicie symulować grę na swym instrumencie – to również jest rodzaj dubbingu, czyli podłożenia odpowiednich ruchów smykiem do rzeczywistej melodii granej przez solistę. Orfeusz powoduje drastyczną scenę, gdy nienawidząca muzyki Eurydyka (są też tacy ludzie) roztrzaskuje jego cenne skrzypce o poręcz łoża małżeńskiego.

 

Orpheus 5

 

W tej inscenizacji roi się od puszystych śpiewaczek – Nadine Weissmann – Kupidyn, Frances Pappas – Junona, Vasilisa Berzhanskaya – Diana. Tylko postać Wenus powierzono zgrabnej „lasce”. Jest nią Lea Desandre, którą niedawno chwaliłam za świetną rolę spodenkową w Romeo i Julii Gounoda. Z wykonawców ról męskich na czoło wybija się zdecydowanie Martin Winkler jako Jowisz, bas baryton, który potrafi wyczyniać niesamowite miny i grymasy.

 

Orpheus 6

 

Mamy wreszcie śpiewaka z Polski – Rafał Pawnuk wykonujący mniejszą partię (Marsa), który posiada przede wszystkim nieco sfatygowany srebrny cylinder na głowie. Victoria Behr jest autorką projektów kostiumów i zapewne też z jej inicjatywy na majtkach tancerek, które występują w słynnym finałowym kankanie, pojawiły się ni mniej ni więcej, tylko waginy. I to potraktujmy jako rodzaj artystycznego odkrycia. Ogólnie więc inscenizacja operetki w ujęciu Barriego Kosky jest żywiołową zabawą, a wszelkim krytykom trzeba uświadomić, że jest to zabawa nie w Niebie, lecz w Piekle.

                                                                       Joanna Tumiłowicz