Zważywszy iż na wawelskim wzgórzu znajdowała się katedra, z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć można, że w czasie swych krakowskich studiów Mikołaj Kopernik nie jeden raz stawiał na nim swoją stopę. Teraz pojawia się tu w osobach Krzysztofa Prystupy i Marcina Franca, użyczających mu ciała i głosu w musicalu Tomasza Szymusia, którego jest tytułowym bohaterem.
Pomysłem librecistki Ałbeny Grabowskiej jest bowiem rozdwojenie jego postaci na wspominającego po latach swoje życie w formie lalki animowanej przez Stańczyka oraz chronologicznie je doświadczającego. Sekwencji studiów w Padwie towarzyszy palenie ksiąg zakazanych, co spotyka się z komentarzem, że tolerancyjna Polska była krajem bez stosów, czemu jednak przeczy uwiecznione przez Jana Matejkę spalenie mniej więcej w tym samym czasie w Krakowie Katarzyny Malcherowej, akurat ponownie eksponowane w miejscowym Muzeum Narodowym.

Zresztą w dalszej części przedstawienia następuje do niego nawiązanie poprzez odtworzenie w formie żywego obrazu jego wizji hołdu pruskiego. Z kolei oblężenie Olsztyna przez Krzyżaków przywodzi przed oczy Aleksandra Newskiego Siergieja Eisensteina, a przed uszy towarzyszącą wejściu Krzyżaków do Pskowa ilustrację muzyczną Siergieja Prokofiewa. Twórcy (reż. Jakub Szydłowski) starali się nieco ożywić tę panegiryczną opowieść o człowieku bez skazy, który jedynie gwiazdom się kłaniał, próbując dodać sugestię wątku erotycznego w osobie zakochanej w nim gospodyni Anny Schilling.
Nosicielami zła są natomiast jedynie osoby z jego otoczenia: lekkomyślny brat Andrzej, umierający na trąd, kanonik Retyk, skryty luteranin, żyjący ze swą gospodynią i mający z nią dzieci, jakby było w tym coś złego, pełen pychy biskup Jan Dantyszek. Po prawdzie to nie tyle musical, ile śpiewogra z tańcami (chor. Jarosław Staniek i Katarzyna Zielonka). Wyróżnia się natomiast partia orkiestrowa, z lekka sonorystyczna, co zręcznie wydobył prowadzący przedstawienie zza pulpitu dyrygenckiego Piotr Sułkowski.

Dość udana jest oprawa widowiskowa, złożona z dekoracji (dek. i światła: Grzegorz Policiński) w formie zamkowego muru, stanowiącej tło dla projekcji (Tomasz Grimm), oddających nie tyle zmieniające się miejsca akcji, ile ogólny klimat sytuacji, uzależniony od aury: lazurowego nieba Włoch lub przygnębiającej słoty Warmii. Przywołujących ponadto płomienie wojennych pożóg.

Nieco zgrzebne wydawały się kostiumy (kost. Anna Chadaj), poza nielicznymi wyjątkami, utrzymane w większości w czerni i szarości. Przed przeniesieniem na scenę 0pery Krakowskiej doradzałbym jednak dokonanie radykalnych skrótów. Dyrektor Piotr Sułkowski najwyraźniej cieszy się szczególną przychylnością sił natury albo pośmiertnie astronom Kopernik zachował wpływ na nie, skoro przedstawieniu (premiera krakowska na Dziedzińcu Arkadowym Zamku Królewskiego na Wawelu 22 czerwca 2023), co rzadkie w Polsce, towarzyszył wyjątkowo ciepły i bezchmurny wieczór przechodzący w taką noc, jedną z najkrótszych w roku.
Lesław Czapliński