Zespół Młody TR wystawił spektakl pod futurystycznym tytułem 2030. 12 początkujących aktorów mówiło tekstami 17-letnich warszawiaków, bo przedstawienie powstało w oparciu o dokument „Młoda Warszawa. Polityka młodzieżowa m.st. Warszawy” rysujący perspektywę na najbliższe 7 lat. Niby 7 to niedużo, ale w sytuacji, w której prognozować jest coraz trudniej nawet taki dystans jest wyzwaniem.
Oczywiście mądrzy ludzie wiedzą, że „jutro” tworzy się „dziś” i „jak sobie pościelemy, tak się wyśpimy”, zatem nie trzeba sporządzać specjalnych raportów badawczych aby wyobrazić sobie "dokąd idziemy i ku czemu zmierzamy". Ludzie młodzi, którzy jeszcze nie zakosztowali meandrów dojrzałego życia, sami nie nakreślą „krzywej wzrostu” własnego losu. Zresztą nie mają nawet odpowiednich wzorców. Choć autorzy wspomnianego dokumentu, (i poniekąd też autorzy spektaklu w reżyserii i według scenariusza Michała Buszewicza) zapewniają, iż dojdzie do wypracowania priorytetów, wartości i zasad wyznaczających kierunek zmian, do których Warszawa będzie dążyć w swoich działaniach i relacjach z młodymi mieszkańcami i mieszkankami, ale w sumie poruszamy się „jak pijane dzieci we mgle”. Sztucznej mgły na scenie pojawia się rzeczywiście bardzo dużo, zakrywa ona nawet sporych rozmiarów model Pałacu Kultury i Nauki wykonany z pudeł po importowanych bananach, będący do tego karuzelą.
Mamy też inne modele głównych wysokościowców stolicy zrobione ze styropianu i są one wszystkie realizacją projektów Michała Dobruckiego. Najważniejsza jest jednak treść przekazywana za pośrednictwem młodzieży teatralnej, która, jak mówi jeden z wykonawców, pragnie „stworzyć portal do samego siebie”. Przede wszystkim każde z owej dwunastki zdaje sobie sprawę, że za 7 lat już nie będzie się zaliczało do kategorii młodzieży.

Jedna z dziewczyn – Aleksandra Radkowska – nawet ułożyła na ten temat wierszyk: „Nie jestem młodzieżą / Nie zatrzymam kolejnego rządu przed kradzieżą/ W Simsach jestem już młody dorosły / Na mych dłoniach pierwsze porosty / Ale to w Simsach (Simsy to seria gier symulacyjnych gdzie gracz tworzy własnego „człowieka” zwanego Simem, umieszcza go w mieście we własnym domu i urządza go według własnego pomysłu) wolę / Pełnić swoją rolę / Nie wiem czemu, tak o / Coraz bardziej ciepło / A miał padać deszcz/ Gdzieś tam rodzi się kolejny wieszcz/ Niech będzie nawet pierwszy / Co z tego / Skoro nikt nie czyta już wierszy”.

Sens tej poezji oddaje nędzę położenia młodych, którzy nie wierzą w demokrację ani w prognozy, skoro one nie są zdolne nawet przewidzieć czy będzie deszcz, czy upał. Ich świat jest tylko wirtualny, „simsowy”. Ich zdolność planowania czy przewidywania ogranicza się jedynie do dzisiejszego wieczora, do kolejnej imprezy albo egzaminu. Większa część spektaklu odnosi się więc nie do 2030 roku, ale pozostaje w 2023. Dopiero w finale każdy z wykonawców zastanawia się co będzie robił w 2024, 2025, 2026, 2027, 2028, 2029 i wreszcie na koniec w 2030 roku.
I co? I nic. Te przewidywania ograniczają się do tego, co dziś gnębi nastolatków, t.j. do strachu przed maturą, staraniem się o miejsce na studiach, utratą dotychczasowych przyjaciół, sytuacją materialną. Jedna z dziewczyn zapewnia tylko, że za 7 lat będzie bogata. W ustach żadnej z osób nie pojawia się słowo „rodzina”, „dziecko”, „praca”, „dom”, „szczęście”, „miłość”. Ktoś zwierza się, że najbardziej nie lubi niedzielnych obiadów z rodzicami, bo trzeba tylko jeść, ale nikt nie chce wysłuchać co młody człowiek ma do powiedzenia. Wygląda na to, że dorośli całkowicie stracili kontakt ze swoimi dziećmi i to jest porażka.

W spektaklu zwracałam też uwagę na stronę muzyczną, za którą odpowiadała Aleksandra Gryka. Na początku pojawia się nieudolna próba zbiorowego zaśpiewania piosenki Niemena Sen o Warszawie do tekstu Marka Gaszyńskiego, jako czegoś nierealnego, nierzeczywistego. A potem są głównie rozmaite odmiany techno, z różnymi elektronicznymi świstami i zgrzytami, najczęściej bez tekstu, ale za to z ruchami tańca dzikich (choreografia: Katarzyna Sikora). I tego ostatniego jest stanowczo za dużo. Z braku materiału dramatycznego i dialogów scena dyskotekowa staje się wypełniaczem czasu, którego młodzież ma najwyraźniej wciąż pod dostatkiem.
Joanna Tumiłowicz