Wiosną rozpoczyna się sezon organowy w kościołach i zabytkowych miejscach – tam, gdzie odnajdujemy pyszniące się instrumenty organowe. Oczywiście, są też w salach koncertowych i filharmoniach, niemniej myślimy najczęściej o takim organicznym miejscu dla króla instrumentu.

Odbywa się wiele festiwali i pojedynczych koncertów, co jest prawdziwym rajem dla melomanów i turystów, by nie wspomnieć o intensywnych podróżach koncertowych samych organistów. Pod względem zasobów organowych Dolny Śląsk jest regionem niezwykłym. Tu mamy w zasadzie największe w Polsce nagromadzenie wspaniałego instrumentarium. Gdy na początku XX wieku sporządzono spis organów, to doliczono się prawie 2250 dzieł organmistrzów, co stawia nasz region na pierwszym miejscu, biorąc pod uwagę dzisiejsze granice kraju. Dominuje budownictwo romantyczne – instrumenty z XIX i XX wieku, natomiast bardzo niewiele jest tych z okresu baroku.
Dlatego też tak bardzo ceniona jest rekonstrukcja organów Englera we Wrocławiu w Bazylice Mniejszej pw. św. Elżbiety, która przywróciła nam pierwotne założenia mistrza po tragicznym pożarze 9 czerwca 1976 roku. Teraz ten instrument fantastycznie uzupełnia spektrum organowe we Wrocławiu i na Śląsku. Dlaczego pierwotne? Trzeba wiedzieć, że organy Englera ulegały przez lata licznym przebudowom – zmieniała się estetyka, odbiorca, toteż wprowadzano wiele zmian do instrumentu. Podczas rekonstrukcji nie odtwarzano zatem tej wersji z nawarstwieniami, tylko sięgnięto do wzorców barokowych, czyli z połowy XVIII wieku. Michael Engler rozpoczął budowę instrumentu w 1750 roku, trwała 11 lat. Mistrz zmarł w 1759 roku, a dzieło kontynuowali następcy – jego syn Benjamin Gottlieb i zięć Carl Gottlieb Ziegler. Odwołanie się do tych właśnie założeń było bardzo skomplikowane z racji trudności w dostępie do dokumentacji. Na szczęście udało się. Co ciekawe, dotarto do ksiąg rachunkowych Englera, w których skrupulatnie zapisywał np. szczegóły materiałów, z jakich były zbudowane piszczałki, co dla rekonstrukcji było bardzo istotne. Dawniej miały ponad 90 głosów, a te oryginalne – do których powrócono – mają ich 54, co daje ogromną różnicę brzmienia.
W każdym razie jeden z koncertujących organistów, który pamiętał instrument sprzed pożaru, zasiadł do organów bardzo sceptycznie nastawiony. Zagrał i powiedział: „Przekonało mnie to!”. Organy w św. Elżbiecie są szczególnie predestynowane do muzyki barokowej, która jest w stanie zabrzmieć bardzo stylowo. Sprawdzają się także utwory wczesnoromantyczne, ponieważ Engler zaprojektował instrument wyprzedzając swoją epokę. Odtworzony instrument ma spektrum głosów podstawowych, tzw. ośmiostopowych, oraz niskich głosów szesnastostopowych. Nie wchodząc zbytnio w specjalistyczną terminologię – głosy mają bardzo ciekawe barwy, jedne są ostrzejsze w brzmieniu, inne cieplejsze, a do tego dochodzą specjalne rozwiązania, które uatrakcyjniają możliwości instrumentu. Należy sobie tu uprzytomnić, że odbudowane „dopiero” teraz, paradoksalnie zyskały na tym. Dzisiejsza wiedza i technologia pozwoliła na pełniejsze zbliżenie się do pierwowzoru. To właśnie miało ogromny wpływ na wiele ważnych kwestii, jak intonacja piszczałek, czy zachowanie szczegółów konstrukcji. Ten instrument jest budowany ręcznie – do tego stopnia, że jeśli były potrzebne gwoździe, to zostały ręcznie wykute zgodnie z dawnymi technikami kowalskimi, jak to robiono w XVIII wieku. Również wewnątrz instrumentu są fantastyczne rozwiązania.
Tam się można poczuć, jak w takim małym miasteczku z jego własną infrastrukturą. Poszczególne sekcje piszczałek są odpowiednio poukładane a między nimi można się swobodnie przemieszczać – jest wszędzie dostęp, jak zresztą zaplanował sam Engler. Są klatki schodowe, balustrady, balkony. Wszystko ma w sobie lekkość i odpowiednie proporcje. Trzeba sobie uświadomić, że wysokość prospektu organowego wynosi 16,5 metra! Piszczałki mają wielkość od 11 milimetrów do około 12 metrów. Są bardzo delikatne, ponieważ zostały zbudowane z miękkich stopów, które mogą ulec deformacji. Dlatego do środka tego „miasteczka” wchodzą wyłącznie fachowcy. Zasilanie instrumentu opiera się na dwóch systemach – współczesnym i historycznym – co oznacza, że istnieje możliwość zagrania na organach bez prądu. Są specjalne stanowiska dla kalikantów, czyli przeszkolonych osób, które za pomocą mięśni nóg tłoczą powietrze do organów. Na co dzień korzysta się z silnika organowego, który zasila instrument w powietrze. Wszystko zostało tak zaplanowane, by zabezpieczyć się przed ewentualnymi przepięciami prądu i móc użyć instrumentu w sposób mechaniczny – jak to dawniej bywało. Można rozróżnić, nawet niewprawnym uchem, tę różnicę. Silnik daje regularne ciśnienie powietrza, natomiast jeśli tłoczone jest za pomocą kalikantów, to odczuwamy to inaczej – słyszymy wtedy ten „oddech” instrumentu. Ciśnienie się może zmieniać, co daje bardzo ciekawy efekt – nie do osiągnięcia przy napędzie elektrycznym. Warto przypomnieć, że koncerty organowe na dawnych organach Englera były nieraz utrwalane. Szczególnie Polskie Radio Wrocław może poszczycić się unikatowymi zbiorami. Tuż przed pożarem zostały nagrane wspaniałe recitale Joachima Grubicha i Juliana Gembalskiego. Ostatnim utworem, który zabrzmiał przed pożarem, było Preludium i fuga e-moll BWV 548 Johanna Sebastiana Bacha. Podczas uroczystej inauguracji organów 27 stycznia 2022 roku symbolicznie powrócono do tego dzieła. Stworzyła się tym samym piękna klamra tej historii. W 2022 roku zaplanowany został pierwszy sezon organowy, który mocno rozciągnął się poza miesiące letnie.
Instrument przyciągnął rzesze turystów i melomanów, znawców muzyki organowej i wirtuozów. W kalendarium odnotowano 32 koncerty, w których uczestniczyło ponad 12 tysięcy słuchaczy! Kościół był wypełniony po brzegi i to nie tylko osobami siedzącymi. Odwiedzali nas wrocławianie i turyści, by posłuchać wspaniałego instrumentu i muzyki organowej. Nawet jeszcze w miesiącach zimowych odbywały się pojedyncze koncerty. To rzadkość, bowiem zazwyczaj dość zimne wnętrza kościołów wymuszają zakończenie sezonu organowego w październiku, ponieważ są one z reguły nieogrzewane i trudno wytrzymać zarówno słuchaczom, jak i samym organistom w bardzo chłodnym wnętrzu. Natomiast kościół św. Elżbiety jest ogrzewany i panuje w nim w miarę równa temperatura ok. 15-17 stopni, co w zupełności wystarcza do komfortowej gry i odbioru.

Skoro o słuchaczach mowa, to warto podpowiedzieć, gdzie najlepiej usiąść w kościele, by uzyskać pełnię wrażeń słuchowych. Ja korzystałam zawsze z rady nieodżałowanego organmistrza Marka Mikonowicza, który sugerował, by siadać mniej więcej w jednej trzeciej długości kościoła – patrząc od ołtarza – najlepiej półbokiem, kierując ucho w stronę instrumentu. W św. Elżbiecie ten zakres jest większy – do połowy kościoła patrząc od ołtarza. Taki sposób usadzenia się i odległości od organów bardzo sprzyja percepcji muzyki. Każde organy są niepowtarzalne. Mamy to szczęście, że Wrocław dysponuje naprawdę szerokim spektrum instrumentów – tu koniecznie dodajmy jeszcze nowe organy symfoniczne w Sali Głównej Narodowego Forum Muzyki, by zobaczyć z jak wieloma różnymi propozycjami programowymi możemy się zetknąć. Są piękne organy romantyczne w Kościele Uniwersyteckim wpisane w prospekt barokowy, instrument organowy w Kolegiacie św. Krzyża zbudowany przez Remigiusza Cynara, organy w Katedrze św. Jana Chrzciciela – choć te wymagają remontu. Nie licząc innych instrumentów w wielu kościołach miasta i nie zapominając o organach w Dużym Studio Polskiego Radia. Każde z nich mają w sobie to „coś”. Wnoszą inne walory barwowe, pozwalają na prezentację przebogatej literatury organowej różnych epok i stylów. Ten sam utwór zabrzmi inaczej na różnych instrumentach, o czym organiści świetnie wiedzą. To wiąże się na przykład z innym naciskiem na klawisze, innym uderzeniem, innym zestawem głosowym, registrami. Jednym słowem, za każdym razem rozpoczyna się nowa przygoda. Dla porządku dodajmy, że odbudowa instrumentu Englera była możliwa dzięki zaangażowaniu włodarzy Wrocławia, prezydentów Rafała Dutkiewicza i Jacka Sutryka, ze szczególnym udziałem sekretarza miasta Włodzimierza Patalasa. Programowanie cyklu koncertowego powierzono Piotrowi Rojkowi, cenionemu organiście, pedagogowi i organizatorowi życia organowego, jak również dziekanowi Wydziału Instrumentalnego w Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Nowy sezon koncertów organowych na zrekonstruowanym instrumencie mistrza Englera w Kościele Garnizonowym rozpoczął się w piątek 23 czerwca, jako jedna z imprez Dni Wrocławia. Wystąpili: Chór Gaudium Uniwersytetu Wrocławskiego pod batutą Alana Urbanka, a przy organach zasiadł Piotr Rojek.
Izabella Starzec
(tekst opublikowano za zgodą https://www.wroclawskiportal.pl)