Czarodziejski flet Emanuela Schikanedera i Wolfganga Amadeusa Mozarta odczytywać można jako przypowieść o nieludzkim, geometrycznym porządku totalitarnej sekty Sarastra (dwóch Kapłanów, dwóch zbrojnych) dokonującej prania mózgu adeptów (Przemawiający, próby inicjacyjne, porwanie Paminy) w celu podporządkowania ich Wodzowi, a ofiarami są walczący o niezależność Królowa Nocy, czarny Monostatos.
Uprowadzenie przez Sarastra Paminy, córki Królowej Nocy, wpisuje się w totalitarną praktykę odbierania dzieci, aby w drodze indoktrynacji obrócić ich przeciwko własnym rodzicom lub środowisku (praktyki janczarskie, pedagogika Makarowa).
Można wszakże przyjąć inną opcję interpretacyjną, a mianowicie, że światy Sarastra i Królowej Nocy reprezentują dwa dopełniające się, bliźniacze pierwiastki jak dzień i noc, biel i czerń, ciepło i zimno, uporządkowanie i chaos, symetria i asymetria (3 akordy, trzy damy, trzech chłopców) in i jang, męskie i żeńske jak T(amin)o i P(amin)a, Papageno i Papagena.
I tego właśnie dotyczy być może wtajemniczenie, a Sarastro i Królowa Nocy w rzeczywistości ze sobą współpracują (to Damy ofiarowują flet oraz zakładają knebel Papagenowi, chłopcy wspomagają). I do tej drugiej najwyraźniej skłonił się Simon McBurney, autor nowej inscenizacji tego dzieła w nowojorskiej Metropolitan Opera (obejrzane 11 czerwca w krakowskim kinie Kijów, należącym do sieci Apollo-Film), skoro w finale dwoje dotychczasowych antagonistów wydaje się być pogodzonymi.

Trzy damy dworu jawią się raczej walkiriami, skoro za pierwszym razem pojawiają się w panterkach i dość obcesowo napastują zemdlonego Tamina, odzierając go z ubioru do samej bielizny. Następuje zatem odwrócenie tradycyjnych ról i to kobiety reprezentują świat przemocy i dominacji. Pikanterii dodaje fakt, że ich ofiarą jest czarnoskóry (Lawrence Brownlee). Z kolei czarny Monostatos obsadzony został przez Białego (Brenton Ryan). Nie tylko Papagena jawi się zrazu jako staruszka, ale taką jest też Królowa Nocy, na dodatek niepełnosprawną. Inscenizacja odznacza się pełną polotu pomysłowością techniczną, choć w drugim akcie inwencja wykazywała oznaki wyczerpania i pewne efekty juź się opatrzyły.
W przedstawieniu czynny udział brała para animatorów (Blake Hanermann i Ruth Sullivan). Kreśliła na tablicy znaki i napisy, następnie rzutowane na scenę, a także wytwarzała odgłosy akustyczne, na przykład picia, stukania butelkami. Od czasu do czasu Papagenowi towarzyszyły osoby poruszające złoźonymi kartkami papieru, imitującym w ten sposób ptaki. Jego stałym rekwizytem była przenośna drabina, z którą ani na moment się nie rozstawał. Postacie niekiedy skrywały się w orkiestronie.
Tamino pożyczył flet od instrumantalisty z orkiestry, a Papageno zbiegał nawet na widownię i krążył po niej, przeciskając się między rzędami. Również od strony muzycznej było to w pełni udane przedsięwzięcie. Pięknymi głosami oraz umiejętnościami wokalnymi wyróżniała się para protagonistów, a więc wspomniany Lawrence Brownlee (pamiętny Almaviva z Cyrulika sewilskiego, wykonujący najczęściej pomijaną popisową arię w drugim akcie) oraz Erin Morley. Jej śpiew odznaczał się wielką kulturą, polegającą między innymi na delikatnej artykulacji.

Koloratury w obydwu ariach Królowej Nocy w interpretacji Kathryn Lewek wycinane były z krystalicznie czystą precyzją. Jedynie najwyźsze tony pozostawiały nieco do życzenia. W pełni wywiązali się ze swych zadań wokalnych występujący w mniejszych rolach przywoływany już Brenton Ryan oraz Harold Wilson jako Przemawiający. Tym razem stojąca za pulpitem dyrygenckim Nathalie Stutzmann nadała przebiegowi właściwy nerw dramatyczny, tak że nie słabło napięcie. Reagowała również na przemykające mimo niej postacie. Tym udanym akcentem zakończył się sezon transmisji z Metropolitan Opera.
Lesław Czapliński