W krakowskiej inscenizacji Laco Adamika oglądane wydarzenia zdają się być wizją Pana Damazego, skoro przy dźwiękach intrady i podniesionej kurtynie jest pierwszą postacią, z którą publiczność ma do czynienia. Widzi go zatopionego w lekturze. Być może Gawędy dworzan w baszcie nad broną Kazimierza Władysława Wóycickiego, która zainspirowała Jana Chęcińskego do napisania tekstu Strasznego dworu (wcześniej inna gawęda tego autora, a mianowicie Góralka, posłużyła Włodzimierzowi Wolskiemu za punkt wyjścia dla libretta Halki).

Być może, dostawszy kosza, studiuje dawnych ojców dzieje, by na powrót wkraść się w łaski Miecznika, który w polonezowej arii Kto z mych dziewek serce której przestrzega: Niech kontusza ni żupana, /Nie zamienia w obcy strój!. Krąży wokół niego korowód postaci z popularnego, romantycznego imaginarium, współtworzonego między innymi przez malarstwo Jacka Malczewskiego. W tym „Śmierć z kosą i skrzydlaty anioł” (scen. Barbara Kędzierska), które odegrają jeszcze swoje role we właściwej akcji.

Reszta pozostaje w kręgu kontuszowych właśnie tradycji. Jest to dość wyidealizowany obraz, a więc w jego logice pozostaje przesunięcie mazura na sam koniec. W roli Hanny wystąpiła Edyta Piasecka. To kolejna artystka, po Halinie Słonickiej (inauguracja odbudowanego ze zniszczeń wojennych warszawskiego Teatru Wielkiego w 1965 roku), Bożenie Betley-Sieradzkiej (nagranie Jana Krenza) i Katarzynie Oleś-Blasze), która mierzy się z integralną wersją arii Któraż to która, tej ziemi córa. Aria zawiera nie tylko wymagające koloratury, w tym w kadencji, ale utrzymana jest w wysokiej, niewygodnej tessyturze, zwłaszcza w środkowym ustępie z tekstem. Artystka podołała temu wyzwaniu. Mnie najbardziej jednak przypadły do gustu te ozdobne pasaże, które utrzymane były w lżejszej dynamice, jakby rodzaj echa.
Obecnie głos śpiewaczki ustawiony jest jako lirico spinto, a więc i postać w jej ujęciu posiada zdecydowanie dojrzalsze rysy. Bardziej trzpiotowata okazała się Jadwiga w wykonaniu Agnieszki Cząstki-Niezgódki, która dumce Biegnie słuchać w lasy, w knieje nadała spokojniejszy niż zazwyczaj przebieg. Tenor Tomasza Kuka mógł się wydawać nieco zbyt dramatyczny jak na potrzeby zdecydowanie lirycznej partii Stefana, ale wykonanie arii „z kurantem” Cisza dokoła, noc jasna okazało się zadowalające.

Adam Kruszewski to artysta doświadczony, zwłaszcza w repertuarze kontuszowym. Swego czasu przejął partię Miecznika od samego Andrzeja Hiolskiego, choć jego baryton stracił nieco na nośności, a i sylwetka jakby zmalała. Popisowy natomiast był występ Wołodymyra Pańkiwa w przeznaczonej na basso profondo partii Skołuby, dzięki czemu aria Ten zegar stary w pełni cieszyła schodzeniem do przepastnego, niskiego rejestru.

Również scenicznie postać kłótliwego klucznika była w pełni wiarygodna, między innymi w rodzajowej sprzeczce myśliwych. Mile zaskoczył mnie wokalnie i aktorsko Michał Kutnik w charakterystycznej roli Macieja. Balet Opery Krakowskiej poczynił znaczne postępy, tak że cieszył oko zatańczony przezeń siarczysty mazur (chor. Przemysław Śliwa). Spektakl poprowadził Joachim Kołpanowicz, nie tylko czuwając nad przebiegiem całości, ale także należycie eksponując koncertujące sola oboju, wiolonczeli oraz skrzypiec ścigających się z głosem pod koniec arii Hanny. Może jedynie dźwięk kuranta (chyba odtwarzany z nagrania) w arii Stefana pozostawał zbyt anemiczny.
Lesław Czapliński