Przegląd nowości

Wzloty i wpadki

Opublikowano: piątek, 31, marzec 2023 16:44

Baskom muzyka zawdzięcza bębenek od nich wywodzący swą nazwę, czyli tamburyn (choć podobno tak naprawdę przywędrował z Azji), a także osobę Maurice'a Ravela, który po części takie właśnie posiadał pochodzenie (ze strony matki), ale siłą rzeczy swe losy związał z kulturą francuską.

 

Filharmonia Krakowska 236

 

Stąd program Narodowej Orkiestry Kraju Basków z Donostii (San Sebastian), prowadzonej przez amerykańskiego dyrygenta Roberta Treviño, otworzyły jego kompozycje – Pawana dla zmarłej infantki oraz arcypopularne Bolero – nawiązujące z kolei do tańców hiszpańskich: dworskiego, procesyjnego i ludowego, co symbolicznie odzwierciedla sytuację polityczną tego narodu, rozdartego pomiędzy dwa ościenne mocarstwa. Szkoda jednak, że do repertuaru nie włączono żadnego utworu kompozytorów w pełni baskijskich. Na przykład klasycystycznego Juana Crisostoma Arriagi Baltzoli, zwanego iberyjskim Mozartem, czy Jose Marii Usanditzagi z przełomu XIX i XX wieku i urodzonego właśnie w Donostii, ojca baskijskiej opery.


W Pawanie niezbyt czysto inicjujące utwór rogi sprawiły, że pierwsze wrażenie nie najlepiej usposobiło do zespołu. Jego mocną stronę, jak się wkrótce okazało, stanowi natomiast kwintet smyczkowy, dostarczający solidnego oparcia pozostałym sekcjom (może zatem należało włączyć dzieła przeznaczone na ten właśnie skład?).

 

Filharmonia Krakowska 237

 

Poza tym orkiestra operuje pełną skalą dynamiczną, od piano pianissimo po forte fortissimo, ze wszystkimi pośrednimi natężeniami dynamiki. Częściowo też naprawiono pod koniec początkowe rozczarowanie pięknym, zamierającym wybrzmiewaniem przebiegu muzycznego posuwistej pawany. W Bolerze zrazu ujmowała intonacja tematu przez flety i rzeczywiście rozpoczęcie utworu piano pianissimo. Później psuły obraz całości pewne brudy intonacyjne przy wejściu puzonów i trąbek, niezbyt precyzyjnie strojących.

 

Filharmonia Krakowska 238

 

Trochę za szybko postępowało też crescendo, choć zakończeniu tutti w forte fortissimo nie sposób było odmówić znacznej dozy efektowności. Po przerwie okazało się jednak, że poprzednie niedociągnięcia wynikały z faktu, że cały wysiłek włożono w przygotowanie V Symfonii cis-moll Gustava Mahlera, który uskrzydlił muzyków i poderwał do przywołanego w tytule wzlotu. Co prawda w otwierającym marszu żałobnym precyzja sekcji dętej pozostawiała wciąż nieco do życzenia (znowu puzony), ale ekspozycja drugiego lirycznego tematu przez pierwsze skrzypce, operujące miękkim, delikatnym tembrem, w znacznej mierze zrekompensowała wspomniane niedostatki. Wyjątkowo udane było wieńczące po pauzie generalnej pierwszą część soczyste i nośne pizzicato kontrabasów, przeprowadzające zarazem do drugiego ogniwa Stürmisch bewegt.


Tu wyróżniały się nasyconym brzmieniem o ciepłym i szlachetnie aksamitnym zabarwieniu wiolonczele oraz grający na tubie, niestety instrumencie zbyt rzadko mającym okazję dojścia do głosu. Wiele dźwiękowej satysfakcji dostarczyło Scherzo z przeplatającymi się triami, z quasi-gitarowymi odcinkami granymi pizzicato, a także solo, a następnie dialog rogów, już całkiem pewnie brzmiących i bardzo muzykalnie prowadzących kantylenę.

 

Filharmonia Krakowska 239

 

Imponująco wypadły fugowane ustępy finałowego ronda, poprzedzonego sławnym Adagiettem na smyczki, które już na zawsze zrosło się z filmem Luchino Viscontiego Śmierć w Wenecji. Może jedynie przydałoby się poświęcenie większej uwagi samej koncepcji dramaturgicznej, pozwalającej przezwyciężyć słabnącą koncentrację z uwagi na rozmiary dzieła. Udało się to przed 13 laty Waleremu Giergity i poprowadzonej w kościele św. św. Piotra i Pawła Orkiestrze dla Pokoju, która to kreacja pozostaje dla mnie niedościgłym wzorem.

 

Filharmonia Krakowska 240

 

Kiedyś pisałem o estetyce bisu, kiedy napięcie towarzyszące występowi znika i gra się już bezinteresownie, dla własnej i audytorium przyjemności, bez zważania czy będzie się jeszcze ocenianym. Tak było i tego wieczoru. Jako pierwsza zabrzmiała Amorosa z cyklu 10 melodii baskijskich Jesusa Guridi Bidaoli, dwudziestowiecznego kompozytora tej narodowości. Z jeszcze większym zacięciem i brawurą zagrano intermezzo z zarzueli Ślub Luisa Alonso Gerónima Giméneza y Bellida, hiszpańskiego twórcy z przełomu stuleci: XIX i XX.

                                                           Lesław Czapliński