Przegląd nowości

Galatea i brutal

Opublikowano: sobota, 18, marzec 2023 23:01

Spektakl Acis i Galatea Georga Fryderyka Haendla w Polskiej Operze Królewskiej jest wizualnie i scenicznie przedstawieniem bardzo atrakcyjnym. Reżysersko dopracowany z zaskakującą bajecznymi kolorami scenografią i perfekcyjnie poprowadzoną muzyką graną na starych instrumentach, które brzmią bardzo dobrze. Są jeszcze efekty specjalne, doskonale zestrojone z akcją i muzyką, np. sztuczne ptaki, które nawet siadają na dłoniach Galatei. I jest jeszcze brutalny Polyphemus – Mikołaj Bońkowski, który w drugim akcie wkracza na scenę, nie jako cyklop z mitologii greckiej, ale arogancki potężnie zbudowany mężczyzna wyposażony w smartfon, który służy mu do robienia zdjęć, świecenia latarką itd.

 

Galatea i brutal 1

 

On odpycha całą barwną scenografię wyobrażającą fantastyczną roślinność, a za nią ukazuje się krajobraz współczesnych rur, kominów i drapaczy chmur. Te klimaty znamy dobrze. Najgorsze, że bezczelnie molestuje, związuje i napastuje nimfę Galateę i jeszcze bezsensownie zabija jej ukochanego. Oto w skrócie cała fabuła utworu, którzy może się bardzo podobać publiczności. Reżyserka Natalia Kozłowska, która po warszawskiej Akademii Teatralnej podszkoliła się jeszcze muzycznie w Komische Oper w Berlinie. To dzięki jej pracy tak sensownie i zgrabnie przebiega niespecjalnie wyrafinowana akcja, artyści, zarówno śpiewacy – soliści, jak i  bardzo zaktywizowany i przygotowany także choreograficznie 5-osobowy chór pasterzy, tworzą dziesiątki dodatkowych mini-akcji, np. turniej gry w kręgle, zapełniają scenę nieustannym ruchem i gwarem, nie tracąc przy tym kontaktu z partyturą. Mówiąc o reżyserce nie sposób pominąć jej zgranego zespołu współpracowników, Marianny Oklejak, która przygotowała bajkowe dekoracje, Pauliny Czernek tworzącej równie barwne kostiumy dla wszystkich, poza Polyphemusem, Marka Zamojskiego, autora sensownych i precyzyjnie włączających się projekcji, oraz Joanny Lichorowicz-Greś, która wzbogaciła spektakl o całkiem zmyślnie wplecione w akcję tańce z udziałem wszystkich „grzecznych" wykonawców. O stronę muzyczną zadbał dyrygujący od klawesynu Krzysztof Garstka, ale miał też bardzo sprawnie doszkalającego zespół Pasterzy pomocnika w osobie Jakuba Szafrańskiego. Tu bowiem piątka śpiewaków, sopran, alt, dwa tenory i dobrze brzmiący bas zastępowali kilkunastosobowy chór, każdy śpiewał solistycznie swój głos i wszystko stroiło. W zespole instrumentów dawnych Capella Regia Polona też znaleźli się muzycy, którzy samodzielnie mogli towarzyszyć ariom, jak skrzypaczka, wiolonczelista, grający na pozytywie i jeszcze fenomenalna oboistka, która obsługiwała także baterię fletów prostych (bez złych skojarzeń). 


Swoją drogą do gry scenicznej zostały włączone także bardzo subtelne erotyczne pieszczoty z pomocą białego ptasiego piórka, w czym gustował ukochany przez Galateę Acis – Jacek Szponarski i sama nimfa wodna – Dorota Szczepańska, a nawet brutalny Polyphemos na wniosek Damona – Sylwestra Smulczyńskiego. Nimfie można przypisać najwyższe kwalifikacje operowe, doskonałą prezencję sceniczną, świetnie prowadzony głos, wyrazistą, przekonującą grę aktorską.

 

Galatea i brutal 2

 

Sama opera nie stanowi jednak wielkiego arcydzieła muzycznego. Żadna aria nie zostaje dłużej w pamięci. Haendel pisał takie utwory taśmowo, według jednego wzoru. Nie przejmował się akcją posuwającą się w żółwim tempie, bo ówczesna publiczność była przyzwyczajona do licznych repetycji, co widać po ilości kartek przewracanych do przodu przez dyrygenta.

 

Galatea i brutal 3

 

 

Repetycje są również ujęte w tekście libretta, słuchamy, że miłość to cierpienie i jeszcze raz cierpienie. Muzyka, miła w słuchaniu może być taneczna, krotochwilna i lekka, lub wolna, liryczna, poważna, i wreszcie ostra, głośna i gwałtowna. Te nastroje pojawiają się na zmianę. Haendel to nie Bach, nie specjalnie lubował się w polifonii. No, ale Bach nie pisał oper.

                                                                         Joanna Tumiłowicz