Przegląd nowości

„Andromaque” Grétry’ego w Opéra de Saint-Etienne

Opublikowano: poniedziałek, 13, marzec 2023 21:00

Teatr operowy we francuskim mieście Saint-Etienne przez wiele lat przyciągał uwagę publiczności festiwalem poświęconym Jules’owi Massenetowi, kompozytorowi, który właśnie tutaj przyszedł na świat. Ograniczenia budżetowe nie pozwalają już dzisiaj na kontynuowanie tego zakrojonego na szeroką skalę przedsięwzięcia, wszakże dyrektor rzeczonej placówki Éric Blanc de la Naulte skutecznie zastąpił je inną cieszącą się dużym powodzeniem inicjatywą artystyczną.

 

 Andromacha 1

 

Otóż od pewnego czasu stara się on każdego roku umieszczać w repertuarze dzieło operowe wywodzące się z literackiego pierwowzoru oraz już w tytule eksponujące legendarną i funkcjonującą w zbiorowej świadomości postać. Pozwala to zachęcić widzów do przybycia do teatru, a jednocześnie umożliwia im odkrywanie na ogół nieznanych pozycji operowych. O tym, że tak nakreślona polityka artystyczna przynosi pozytywne rezultaty, świadczy wypełniona widownia i entuzjastyczne reakcje odbiorców. I tak oto na przestrzeni ostatnich lat mieli oni okazję obejrzeć ciekawe realizacje następujących dzieł: Dante Benjamina Godarda, Cendrillon (Kopciuszek) Nicolasa Isouarda i Lancelot Victoriena Joncières’a. 


Teraz zaś na afiszu pojawiła się trzyaktowa tragedia liryczna Andromaque (Andromacha) André-Ernest-Modeste’a Grétry’ego, z librettem Louisa-Guillaume’a Pitry. Jej prapremiera miała miejsce w 1780 roku w paryskiej Académie Royale de Musique i nie od razu spotkała się z przychylnym przyjęciem. Warto zresztą w tym miejscu przypomnieć, że pierwotnie Grétry zamierzał pracować nad dziełem Ifigenia na Taurydzie - do libretta Nicolasa-François Guillarda - które ostatecznie skomponował jednak rywalizujący z Grétrym w paryskiej świątyni sztuki lirycznej Christoph Willibald Gluck.

 

Andromacha 2

 

W ramach zadośćuczynienia i pocieszenia powierzono jednak Grétry’emu ambitny projekt napisania opery na podstawie Andromachy, jednej z najsłynniejszych i najbardziej ponurych tragedii Jeana Racine’a, francuskiego poety i dramaturga. Ów wybór nabrał zresztą wymiaru symbolicznego, albowiem to właśnie ta sztuka przysporzyła Racine’owi sławy i przez długi czas, aż do Rewolucji Francuskiej, należała do najchętniej wystawianych pozycji teatralnych. Oczywiście jej zaadoptowanie do wymogów gatunku operowego stanowiło nie lada wyzwanie, któremu librecista stawił czoła z dużą odwagą i nieprzeciętnym talentem.

 

Andromacha 3

 

Jego troską było maksymalnie wierne traktowanie wersów autora pierwowzoru, które wszakże Pitry musiał przeplatać własnym wierszowaniem, narzuconym wymaganiami budowania operowej narracji. Siłą rzeczy nie obyło się bez skrótów oraz istotnych zmian w konstrukcji całego tekstu, ale najważniejszym jest to, że udało się zachować ogólny ton cechujący tragedię Racine’a. Przyczynia się do tego stale obecny na scenie chór, komentujący działania czterech głównych postaci opery, a także niejednokrotnie uczestniczący w akcji. 


Sposób, w jaki Grétry przeplata jego interwencje z ariami i ansamblami świadczy o wyjątkowym zmyśle dramaturgicznym pochodzącego z belgijskiego Liège, a następnie działającego i zmarłego we Francji kompozytora. To właśnie jego rewolucyjny jak na ówczesne czasy język muzyczny nie przypadł do gustu uczestniczącym w prapremierze krytykom. Jeśli chodzi o samą akcję (rozgrywającą się w pałacu Pyrrusa) napisanej zaledwie w trzydzieści dni opery to w największym skrócie można ją streścić w następujący sposób.

 

Andromacha 4

 

Orestes kocha Hermionę, która kocha Pyrrusa, który kocha Andromachę, która z kolei poprzysiągła sobie wierność swemu poległemu podczas wojny trojańskiej małżonkowi Hektorowi, a także zapewnienie opieki nad ich dzieckiem Astyanaksem. Na kanwie tej skondensowanej historii Grétry stworzył dzieło zwarte dramaturgicznie - o czym już była mowa - i zajmująco nakreślił portrety psychologiczne głównych protagonistów, unikając przy tym sztucznego patosu i pustej wirtuozerii.

 

 Andromacha 5

 

Jak do tej pory doczekało się ono we Francji zaledwie jednej scenicznej realizacji, podczas Festiwalu Radio-France w Montpellier w 2010 roku (pod dyrekcją Hervé Niquet), a następnie dwóch koncertowych wykonań: w paryskim Théâtre des Champs-Elysées i w brukselskim Palais des Beaux-Arts. Zaraz po wzmiankowanych koncertach dokonano też nagrania płytowego pod szyldem firmy Glossa, przygotowanego merytorycznie przez Centrum muzyki barokowej w Wersalu i Palazzetto Bru Zane - Centrum francuskiej muzyki romantycznej. Łatwo zatem zrozumieć duże zainteresowanie, jakie teraz wywołała zapowiedź wystawienia Andromachy w Saint-Etienne, tym bardziej, że do niecierpliwie oczekiwanego przedstawienia zaangażowano prezentujący wysoki poziom zespół solistów. 


W roli tytułowej wystąpiła emanująca nieprzeciętną osobowością sceniczną mezzosopranistka Ambrosine Bré, o ekspresyjnym głosie świetnie brzmiącym w całej rozciągłości skali. Francuska artystka potrafiła przejmująco oddać wewnętrzne rozdarcie kobiety postawionej w obliczu dramatycznego wyboru pomiędzy wiernością zmarłemu mężowi i ratowaniem życia obranego za ofiarę dziecka. Hermionę, czyli jej rywalkę do serca Pyrrusa, ucieleśniała inna mezzosopranistka, Marion Lebèque, sugestywnie ukazująca gwałtowne porywy zazdrości, a w finale - wyrzuty sumienia spowodowane doprowadzeniem w miłosnym zapamiętaniu do śmierci jej ukochanego Pyrrusa.

 

 Andromacha 6

 

Trudną i wymagającą bezbłędnej techniki wokalnej partię tego ostatniego powierzono - podobnie jak w Montellier - francuskiemu tenorowi Sébastienowi Guèze, który wzbudzał podziw aktorskim zaangażowaniem, ale jednocześnie nieco rozczarowywał siłowym atakowaniem góry skali. Żadnych zastrzeżeń nie wzbudzał natomiast w roli Orestesa dysponujący gęsto nasyconym i ciemnym barytonem Yoann Dubruque.

 

 Andromacha 7

 

Wielką klasą błyszczał miejscowy chór, pracujący na co dzień pod kierunkiem Laurenta Touchego,  imponujący stopliwością głosów, homogeniczną barwą i wyrównaną intonacją, w dodatku wyjątkowo aktywnie uczestniczący w działaniach scenicznych. Stojący na czele Orkiestry Symfonicznej Saint-Etienne Loire włoski dyrygent Giulio Prandi prowadził całe wykonanie długim łukiem narracyjnym, wypełniając je atmosferą grozy i tajemnicy. Pod jego batutą muzyka służyła budowaniu dramatu lub jego komentowaniu, a stopniowo kreowane napięcie nie ulegało w żadnym momencie osłabieniu, na przykład z powodu poszukiwania atrakcyjnych, ale pustych znaczeniowo brzmień. 


Dźwiękowe proporcje były starannie wyważone, a poszczególne epizody intrygująco różnicowane pod względem teatralnym. Całe wykonanie miało zwarty i dynamiczny przebieg, świadcząc o doskonałej znajomości przez Prandiego realizowanej partytury i jego bardzo emocjonalnym do niej stosunku. Muzyka była w omawianym przedstawieniu tym bardziej eksponowana, że warstwę wizualną cechował świadomie podkreślany minimalizm. Opracował ją Matthieu Cruciani, który w tym samym mieście wyreżyserował już wcześniej sztukę Racine’a.

 

Andromacha 8

 

W jego raczej współczesnej wizji opery Grétry’ego protagoniści krążą po pustej przestrzeni scenicznej, wypełnionej jedynie białymi siedziskami z marmuru. W dwóch pierwszych aktach nad ich głowami zwisa utrzymana również w białym kolorze struktura, która w akcie trzecim zostaje opuszczona do poziomu sceny, symbolizując ciężar zbliżających się dramatycznych wydarzeń, a zarazem przywołując grób Hektora.

 

Andromacha 9

  

Wreszcie tajemniczą funkcję pełni też wypełniająca powierzchnię sceny woda, jakby odbijająca losy bohaterów (odzianych przez Marię La Rocca w wymykające się czasowym odniesieniom i tym samym nabierające uniwersalnych cech stroje), a zarazem stwarzająca symboliczne niebezpieczeństwo ich pochłonięcia. Do wytworzenia enigmatyczno-niepokojącej atmosfery przyczyniają się też zaprojektowane przez Nicolasa Marie światła, które podczas premiery zostały - ze względu na nieobecność dwóch biorących udział w ogólnonarodowym strajku oświetleniowców - tylko częściowo wykorzystane. Te nieprzewidziane okoliczności sprawiły, że całe przedstawienie rozgrywało się w półmroku, co jeszcze dodatkowo wzmacniało złowieszczy klimat prezentowanego widzom obrazu.

                                                                                   Leszek Bernat