W Starym Teatrze, gdy był on jeszcze Miejskim, odbyła się krakowska premiera opery Stanisława Moniuszki. Gdy po Stalingradzie Niemcy próbowali, choć niekonsekwentnie pozyskać Polaków, udzielili koncesji na organizowanie polskich widowisk teatralnych.

Z uwagi, że Teatr Słowackiego zajęty został przez nich na wyłączny użytek, na ten cel wyznaczono salę koncertową w przebudowanym ongiś Starym Teatrze, z powrotem zaadaptowaną na potrzeby spektakli. Zagrano wtedy między innymi Halkę z Andrzejem Hiolskim jako Januszem i w reżyserii Adama Didura. Po latach powraca ona na afisz Narodowego Teatru Starego im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie, ale w zdekonstruowanej formie (scenariusz Natalii Fiedorczuk i Anny Smolar). Jean-Luc Godard nakręcił Imię Carmen, w którym pojawiają się postacie z opery Bizeta w zmodernizowanych realiach. W charakterze oprawy muzycznej przytacza różne klasyczne motywy, ale przewrotnie ani jednego z utworu, z którego zapożyczył tytuł filmu.
W przedstawieniu Anny Smolar odniesienia do Moniuszki dają znać o sobie w rudymentarnej postaci wzorca rytmicznego poloneza czy szczątków melodii mazura (muzyka Magdaleny Gajdzicy i Małgorzaty Penkalli). W związku z tym wprowadzona zostaje Tancerka, która w przeciwieństwie do Niemej z Portici od czasu do czasu przemawia. W pierwszej części, stanowiącej przytoczenie operowej fabuły z zaznaczeniem cezur kolejnych aktów, aktorzy rozgrywają ją w dwóch planach: opisowo-narracyjnym, relacjonującym trzecioosobowo zdarzenia i zachowania postaci, a zarazem dramatycznym, przytaczając ich dialogi (echo Historyji o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim Kazimierza Dejmka, w której wygłaszano równocześnie kwestie i didaskalia).

Dwuplanowość odnosi się również do zestawienia częściowej historyczności kostiumów Anny Met (quasi kontuszowy Stolnika oraz turecki Jontka, żabot Janusza oraz Zofia upozowana na romantyczną heroinę nie tylko pod względem stroju) z częściową aktualnością realiów, co dotyczy profesji Stolnika i Janusza jako współczesnych przedsiębiorców oraz języka wzbogaconego o liczne, swojsko brzmiące wulgaryzmy. Akcja toczy się na tle stylizowanej dekoracji (Anna Met) ze skałą po lewej stronie proscenium (z niej Jontek wygłasza monolog nawiązujący do arii Szumią jodły) oraz łożem z baldachimem po prawej, księżycem nad sceną i stołem w głębi oraz horyzontem, służącym jako ekran dla abstrakcyjnych projekcji wideo (Lubow Horobiuk). Halka w oryginale śpiewa „Szkoda cię dziewczyno“, co w omawianym przedstawieniu traktuje dosłownie i buntuje się, odmawiając popełnienia samobójstwa, a co za tym idzie wywracając wniwecz całą rzeczywistość sceniczną. Odtąd nic się już nie składa w improwizowanym sequelu dalszych losów bohaterów, ogniskujących się wokół wychowywanego przez Jontka, Stolnika i Janusza dziecka Halki (nawiasem mówiąc istnieje operowa kontynuacja w utworze Bolesława Wallek-Walewskiego zatytułowanym Pomsta Jontkowa). W tej części spektaklu pogłębieniu ulega genderowy charakter Jontka, obecny już u Włodzimierza Wolskiego i Moniuszki (zamiast wyładować gniew na ukochanej, wspomaga ją w dochodzeniu sprawiedliwości i naraża się dziedzicowi, a zarazem chroni przed brutalnością wiejskiej gromady), co przejawia się w noszeniu na własnej piersi cudzego dziecka, którego substytutem jest zawieszony od przodu plecak, a także imituje jego odgłosy. Jednocześnie rzecz przemienia się w kabaret (w Jamie Michalika, będącej kontynuacją młodopolskiego Zielonego Balonika, grano swego czasu Trędowatego, polegającego na odwróceniu w PRL-u ról wobec powieściowego pierwowzoru Mniszkówny, podczas gdy tu znikają relacje feudalnej natury).
Za takowy uznać można dialogi pomiędzy Zofią i Jontkiem, mówiącym gadką nie tyle góralską, ile śląską. To także, zwłaszcza w przerysowanym w drugiej części ujęciu roli Zofii (Magdalena Grąziowska), odwoływanie się do etiud aktorskich polegających na zwielokrotnionym okazywaniu uczuć głosem i ciałem. Gdy wyczerpuje się inwencja aktorów i reżyserki, sięgają po taniec jako jedną z najbardziej spontanicznych form ekspresji (choreografia Pawła Sakowicza).
Obok przywołanego już poloneza i mazura, to wyrażający szaleństwo Halki trans w jaki wpada, powtórzony następnie wraz z Tancerką i Jontkiem przed nowożeńcami już jako przejaw buntu. To do pewnego stopnia chocholi, będący wyrazem bezradności wobec odmowy Halki podporządkowania się melodramatycznej konwencji, a co za tym idzie stawiającej pozostałych w niezręcznej sytuacji, wreszcie z krzesłami w zastępstwie partnerów. Są to fragmenty najbardziej zapadające w pamięć.

Spośród aktorów na czoło wysunął się Roman Garncarczyk, potrafiący zaznaczyć z lekka ironiczny dystans wobec granej postaci Stolnika. A także bardzo dynamiczny Łukasz Stawarczyk jako Jontek oraz Alicja Wojnowska w rozbudowanej względem epizodycznej w pierwowzorze roli Dudarza, poruszająca się na koturnach i w nieco skarykaturyzowanej guni, oddająca głosem dźwięki instrumentu. Tym razem dopatrzyć się w tym można nie tylko genderowej gry, ale nawiązania do operowej konwencji tzw. ról en travesti czyli męskich, obsadzanych przez kobiety (np. Mozartowski Cherubin czy Gounodowski Siebel).
Lesław Czapliński