Przegląd nowości

„Upiorna mara z piekła rodem…“

Opublikowano: czwartek, 18, sierpień 2022 20:09

... niczym Duch Ojca Hamleta czy Kochanek pojawiający się pod koniec obrzędu Dziadów. Co prawda Richarda Wagnera wcale to nie niepokoiło, a za nim większości inscenizatorów jego Holendra tułacza. Wyzwanie to podjął dopiero Dmitrij Czerniakow, a nawet uczynił kluczem swojego ubiegłorocznego odczytania w Bayreuth (25 lipca 2021 ) tej jeszcze romantycznej opery, a wznowionego tego lata na Zielonym Wzgórzu, przy czym metafizyka ustąpiła raczej psychoanalizie.

 

Hollaender 1

 

Do pewnego stopnia stało się już sztampą wykorzystywanie uwertury do wprowadzania fabularnej przedakcji, w tym przypadku dotyczącej dzieciństwa tytułowego bohatera i przeżycia, które stanie się urazem trwale naznaczającym jego dalsze życie. Otóż w ujęciu rosyjskiego reżysera Daland wykorzystał seksualnie matkę Holendra, która, wskutek odrzucenia ze strony rygorystycznego środowiska, popełnia samobójstwo.

 

Hollaender 2

 

Odtąd jej syn gnany jest obsesją zemsty. Sieje wokół siebie spustoszenie i wybawieniem dla niego i otoczenia stanie się jego uśmiercenie przez związaną z Dalandem Marię. Tym samym traci na znaczeniu odkupicielska względem niego rola Senty, która żyje urojonym uczuciem do tego wyidealizowanego przez siebie bohatera z legend, widząc się jego przyszłą wybawicielką. Odrzuca zarazem miłość konkretnego Eryka i być może wydaje na pokusę piekielnego ducha? Friedrich Nietzsche ze swej strony uczynił ją alegorią koturnowych heroin, kierujących się, jak to określił „Senta-sentymentalizmem“. Na jej przykładzie uchwytną staje się też różnica z rosyjskimi bohaterkami, chociażby Tatianą, rozczytującą się w romansach, ale gdy staje przed nią żywy mężczyzna z krwi i kości, to przejmuje inicjatywę i wręcz sama mu się oświadcza.


Być może to właśnie skłoniło Czerniakowa do umniejszenia tej postaci w przygotowanej przez siebie inscenizacji? Kostiumy Jeleny Zajcewej sytuują akcję w bliżej nieokreślonej współczesności. Kierownictwo muzyczne spoczęło w rękach Oksany Łyniw, pierwszej kobiety stającej za dyrygenckim pulpitem w tamtejszej otchłani mistycznej. Ukraińska artystka zrezygnowała z opracowanej przez samego kompozytora w późniejszych latach modulacji, pozwalającej płynnie przejść od uwertury do samej akcji i oddzieliła ją wyrazistą pauzą generalną. Podobnymi modulacjami połączył on akty w jedną nieprzerwaną całość, graną odtąd bez antraktów. A zatem zabrakło mi nadania przebiegowi muzycznemu większej zwartości, wskutek czego obok momentów prawdziwie porywających od czasu do czasu wkradały się do niego pewne dłużyzny.

 

Hollaender 3

 

Wagner bowiem nie był melodystą jak Rossini przed nim, albo Dvořák po nim. Kiedy złożył udaną, to eksploatował ją do granic możliwości, wprowadzając wielokrotnie powtórzenia. W przypadku tego wykonania technika motywów przypominających mogła wydać się zbyt natrętną. Prawdziwe ciarki zaczęły tego wieczora przebiegać po plecach dopiero od wejście Holendra do domu Dalanda i jego duetu z Sentą, którym głosów i postaci użyczali Thomas Johannes Maier i Teige. W dziele tym dają jeszcze znać o sobie inspiracje kompozytora włoską operą, wyniesione z czasów kierowania teatrem w Rydze, co bezpośrednio poprzedziło jego powstanie. Wspomniane pojawienie się Holendra w domu Dalanda zapowiada bezpośredni cytat z Purytanów Vincenza Belliniego, a tercet przed sceną finałową przyjmuje formę włoskiej stretty. Tym razem spośród wykonawców poza wspomnianym Thomasem Johannesem Maierem w tytułowej roli, prym wiedli tenorzy. Attilio Glaser w niewielkiej, choć pojawiającej się na początku, a więc decydującej o pierwszym wrażeniu, partii Sternika, oraz Eric Cutler w o wiele większej swego imiennika, zawierającej arię Senta! Oh, Senta! Leugnest du?. Obydwaj odznaczają się głosami o wyrównanej emisji, umiejętnością płynnego prowadzenia frazy, a przy tym bez oznak wysiłku przy wznoszeniu się do wyższego rejestru. Delikatne artykułowanie przez autentyczną Norweżkę Teige zewu Senty "Johohoe! Hojohe!", rozpoczynającego jej balladę, pozwalało oczekiwać stylu interpretacji czerpiącego z tradycji belcanta, którą Wagner doceniał, odkąd zetknął się z nią, pod koniec życia spędzając zimy we Włoszech. Potem jednak wkradało się do śpiewu nadmierne wibrato. Prawdopodobnie jest to partia jakby idealnie stworzona na miarę predyspozycji wokalnych i postaciowych Moniki Swarowskiej, ale nieżyjąca od dwóch lat śpiewaczka nie miała okazji, by się z nią zmierzyć. Pejzażu wokalnego dopełniał Georg Zeppenfeld jako Daland. Aliści jego głos nie brzmiał tak świeżo i nośnie jak podczas inauguracji festiwalu w Tristanie i Izoldzie. Być może wynikało to ze zmęczenia po serii spektakli tamtego dzieła. Z tego powodu zrezygnował z tytułowej roli Tomasz Konieczny, mając za sobą występy w Tetralogii.

                                                                           Lesław Czapliński