Placido Domingo w La Scali

Opublikowano: poniedziałek, 22, grudzień 2014 12:41
Pietras Sławomir

W październiku i listopadzie La Scala ograniczyła ilość spektakli, przygotowując premierę Fidelia na pożegnanie Daniela Barenboima, opuszczającego stanowisko dyrektora muzycznego. Z nim jako dyrygentem dano tylko serię spektakli Simona Boccanegry Verdiego, których wielką atrakcją był Placido Domingo, śpiewający partię tytułową. Wcale nie dlatego, że wystąpił w roli barytonowej. Prawie wyłącznie czyni to od dobrych kilku sezonów (Rigoletto, Traviata, Trubadur). Mało kto wie, że już w roku 1992 nagrał Cyrulika Sewilskiego, śpiewając barytonowego Figara w szczycie swej tenorowej kariery.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat Domingo jako tenor wykonał na scenie i nagrał niemal wszystko, co było do zaśpiewania. Oglądając 19 listopada w La Scali jego wspaniałą kreację genueńskiego Doży sprawdziłem, w czym wystąpił tutaj począwszy od debiutu w Ernanim w 1969 roku, poprzez takie dzieła jak Don Carlos (70), Cyganeria i Requiem (71), Aida i Bal Maskowy (72), Carmen i Tosca (74), Otello (76), Manon Lescaut (78), Cavaleria Rusticana i Pajace (81), Turandot (83), Dziewczyna z Zachodu i Parsifal (91), Fedora (93) i Walkiria (94).Wykonał niezliczoną ilość powtórzeń tych tytułów, a przecież to jeszcze nie wszystko.

Co najmniej taki sam dorobek repertuarowy osiągnął śpiewając ponad 40 sezonów w Metropolitan, Londyńskiej Coven Garden i Operze Wiedeńskiej. W latach siedemdziesiątych w tych samych teatrach rozpoczął i kontynuuje do dziś odrębną karierę dyrygencką, prowadząc Traviatę, Cyganerię, Toscę, Romeo i Julie, czy Zemstę nietoperza.

Na przełomie stuleci dał się namówić na objęcie dyrekcji artystycznej dwóch wielkich scen operowych w Waszyngtonie i w Los Angeles. Pod jego kierownictwem są one do dziś magnesem przyciągającym melomanów z całego świata. Od ponad 20 lat organizuje słynne Operalia, konkurs promujący młode talenty wokalne, z którego zwycięzcami osobiście koncertuje po całym świecie i ciągle jest najlepszy. Nie ukrywając swoich siedemdziesięciu kilku lat intensywnie pracuje, nagrywa, uczy się nowego repertuaru, podróżuje, zawsze otoczony rodziną, sztabem współpracowników, licznych przyjaciół, nie mówiąc o tłumach wielbicieli w każdym operowym miejscu na kuli ziemskiej.


W doborowym towarzystwie wybitnych polskich melomanów obejrzałem wspaniale obsadzonego mediolańskiego Simona Boccanegrę (reżyseria Federico Tiezzi), po czym w słynnej restauracji Biffi – Scala przy Corso Vittorio Emanuele agencja "Grand Tour" wydała uroczystą kolację na cześć Artura Rucińskiego, śpiewającego w tym przedstawieniu interesującą wokalnie i aktorsko partię Paola Albaniego. Obok Aleksandry Kurzak jest to najmłodszy polski gwiazdor międzynarodowych scen operowych. Idzie jak burza. Śpiewa pięknym barytonem, jego występy zapowiadają najlepsze teatry, posiada kontrakty podpisane z kilkuletnim wyprzedzeniem. Przy tym stać go na błyskawiczne zastępstwo Placida Dominga w Trubadurze, co zdarzyło się niedawno w Salzburgu i stało się przyczyną wzruszającej przyjaźni obojga artystów.

Przed stu laty, w tzw. złotym wieku polskiej wokalistyki nazwiska naszych największych śpiewaków pojawiały się obok kolosów w skali światowej: Jan Reszke z Nelly Melbą, Sembrich-Kochańska z Enrico Caruso, Adam Didur z Emmy Destin, Edward Reszke z Elmą Calve, Ada Sari z Arturo Toscaninim, itd., itd. Polacy o tym wiedzieli i byli niezwykle dumni.

W naszych czasach zaczyna to wracać: Teresa Żylis-Gara z Franco Corellim, Wiesław Ochman z Teresą Stratas, Stefania Toczyska z Luciano Pavarottim, Mariusz Kwiecień z Anną Netrebko, Piotr Beczała z Angelą Gieorgiu, Aleksandra Kurzak z Roberto Alagnia. Spróbujmy w tej dumie naśladować naszych przodków.

Osobny polski akcent Simona Boccanegry w La Scali to nasz wybitny baryton Andrzej Dobber,  śpiewający partię tytułową na zmianę z Placido Domingiem. Skoro ten ostatni głosem tenorowym wykreował wielkie postacie barytonowe, to może w rewanżu Andrzej Dobber swym potężnym barytonem zaśpiewa kiedyś Radamesa, Otella, Parsifala, lub Pajace?

Jeśli to będzie niemożliwe w La Scali, to może spróbować w którymś polskim operowym cyrku!

                                                                                   Sławomir Pietras